Blog > Komentarze do wpisu
Z tygodniowego dystansu.

Organizm z wolna zbiera siły i chyba kolejny raz powinien być lepszy. Z dystansu lepiej widać pewne proporcje. To co było dla mnie szczególnie wkurzające jakoś zmalało. Gdzieś ze środka słychać głos – byłem pierwszy, pierwszy, pierwszy. I drugi – no i co z tego?

Kiedy kończyłem Skorpiona było mi wszystko jedno – toczyłem się do mety i jakoś tak zobojętniałem. Wiedziałem ze mam jakieś stowarzyszone, ale nie wiedziałem ile mam przewagi na kolejnymi osobami. Dotoczyłem się i dowiedziałem, że mam ich dwa. Później zimny (dosłownie) prysznic i okazuje się, że wrócił Jan. Wcześniej niż po 50 minutach, a więc to on jest pierwszy. No, ale on też klepnął towarzysza, no to jednak ja jestem pierwszy. Później Dawid i kiedy już po obiedzie zwijaliśmy się do domu wpadł Janek Goleń. Na niego zawsze można liczyć – jest czwarty. Nie pamiętam imprezy, na której zajął inne miejsce. Wpadasz przed Janem G. i wszystko jasne – jesteś w trójce. Nawet jak jest klasyfikacja dla weteranów to też jest w niej czwarty – solidny z niego człowiek.

Wkurzenie związane z licznymi błędami i tym, że noga się nie chce kręcić tez mi jakoś odeszło. Noga nie podaje, bo i nie ma z czego. Turlałem się jak ten traktor to i nie mam dynamiki. To było wiadomo, a ja się dziwię, jak no nie wiem co, nie chcę pisać o dziewicach, bo to zbyt seksualne.

A błędy, te wszystkie kółeczka – mapa stara, teren trudny, druk słaby to i się pokręciłem.

Następnego dnia padłem jak neptek. Nie zadbałem wieczorem w domu i rano i tak zwaną higienę – nie zjadłem, nie wypiłem, nie natarłem i było słabo.

Zacząłem troszeczkę biegać szybciej i nawet mi się to podoba W sobotę to nawet noga podała. Biegałem takie swoje kółeczka na łączce i było coraz szybciej. Dzisiaj troszkę przesadziłem z czasem (i dystansem) ale jestem dobrej myśli jeśli chodzi o to czy zdołam zregenerować choć trochę przed połówką w Warszawie. Na liście startowej już ponad 4000, to będzie wielki bieg a ja przybiegnę na końcu. Albo i nie.

Ale po drodze jeszcze jedna pięćdziesiątka – RDS w Ulanowie. Ale tam jest łatwiej i powinno być szybciej niż w Krasnobrodzie. Ale się nie napalam na bieganie poniżej sześciu godzin.

I przypominam marudnej żonie, że poza Maratonem i Półmaratonem Warszawskim moja stopa nie ma zamiaru tykać obrzydliwego asfaltu (bo już mnie zaczyna molestować).

niedziela, 27 lutego 2011, wojtek_wanat
Tagi: wojtek wanat

Polecane wpisy

  • Pavlov

    No dobra, złamałem się, rzeczy na górze od jakiegoś czasu, nawet trochę się ruszam. W sobotę byliśmy na małej imprezce na orientację. Kilka komentarzy które usł

  • Cel jest niczym

    „Cel jest niczym, ruch jest wszystkim” tak uważał Bernstein. Nie jest ważne dokąd docieramy, ważne jest co dzieje się po drodze. Być może nie dobieg

  • Koniec Wakacji

    Zacznijmy od końca. W poniedziałek rano waga pokazał 76,5. Ta sama waga, co to raczej zaniża niż zawyża. Nic tylko polubiły mnie te komórki tłuszczowe. Tupię so