Blog > Komentarze do wpisu
REKORD

No i mamy zamieszanie z rekordem Polski. Karolina Nadolska, pobiegła w Poznaniu w rewelacyjnym czasie, wygrała bieg pokonując kolejną na mecie Kenijkę o cztery minuty no pokonała barierę 1.10. Trasa miała atest, spełniała wymogi regulaminu w czym w takim razie rzecz?

Impreza nie znalazła się w kalendarzu PZLA i jak donoszą Internety nie było na niej sędziów PZLA. Słychać szum, jakie to PZLA złe, jakie to bagienko. Nikt nie patrzy na to z punktu widzenia zasad. Popatrzmy na to tak: Jest mecz, dajmy na to zwykły sparing. Na stadionie Legii pojawia się Barcelona. A mecz prowadzi wybitny specjalista, Stefan Warenicki z Boguchwały. To nic, że nie ma licencji, bo znakomicie zna przepisy, świetnie widzi wszystko i kondycyjnie przygotowany. Jednym słowem kompetentny we wszystkim. A ta licencja to przecież niepotrzebna formalność, takie czepianie się PZPNu. Pierluigi Collina poprawia włosy, które stanęły mu dęba.

Zatrzymajmy się nad chwilę nad równie abstrakcyjnym przykładem. Zorganizuję z grupą nieformalną „Szurając inaczej” bieg na atestowanej trasie z Parkrunu Żoliborz bieg na 10 km, zaproszę wybitnego biegacza po schodach Karola Galicza, zmierzę dokładnie czas, moim znakomitym stoperem marki Komandir, napiszę wyniki, opublikuję je. I co rekord powinien być uznany?

I tu pojawia się to, co mnie szczególnie dotyka. Jest utyskiwanie na związek, ale nikt nie zauważa, że pewnych formalności jednak nie dopełnili organizatorzy. Czy mają one jakiś sens? Kiedy pisałem w 2009 tekst do magazynu Bieganie sporo czasu rozmawiałem z Januszem Rozumem, zajmującym się statystykami w PZLA i pokazał mi przynajmniej kilka przypadków sytuacji, w której sędziowie pokazali choćby błędy w pomiarach czasu. Zresztą, co robią sędziowie w tym tekście opisałem.

I tak jak jestem przekonany, że prawo, w którym karane jest posiadanie najmniejszych ilości narkotyku jest szkodliwe, to, jeśli ktoś je łamie to on ponosi odpowiedzialność za to, że miał i siedzi. Tak, jeśli ktoś organizuje bieg i ma świadomość, że może paść na nim rekord Polski to on powinien zadbać, żeby spełnione były wszystkie formalności niezbędne do tego rekordu uznania. To w takim razie do organizatorów z Poznania trzeba mieć pretensje, nie do PZLA.

Teraz absolutnie niezbędne okaże się jakieś rozwiązanie tego problemu, najprawdopodobniej związek ugnie się i jakimiś furtkami wepchnie ten wynik do tabel i jest dla mnie jasne, że nie powinno się karać zawodnika za niekompetencje organizatora. Być może za jego tumiwisizm, lenistwo, brak szacunku do zasad. Ale to będzie wyłącznie wynik dobrej woli działaczy związkowych.

Jasne, mogę bardzo wiele złego powiedzieć o funkcjonowaniu PZLA. Podobnie jak zresztą wielu związków sportowych z PRLu rodem. Cały system licencji, jako przepustek do imprez mistrzowskich na ten przykład, czy efektywność pozyskiwania środków pozabudżetowych. Ale w tym konkretnym miejscu warto powiedzieć – ciszej nad tą trumną.



wtorek, 28 marca 2017, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • BIEGAM BO LUBIĘ

    Popatrzyłem sobie na własne motywacje związane z bieganiem i trochę, troszeczkę, odrobinkę, ciut zrozumiałem, co się ze mną i we mnie dzieje. Przynajmniej w zwi

  • MARATON

    Minął prawie tydzień od Maratonu Warszawskiego, używając olimpijskiej nomenklatury wkroczyliśmy już w czterdziestą maratońską olimpiadę. Dopiero dzisiaj znalazł

  • OSTATNIE SZEŚĆ KILOMETRÓW

    Rzadko pisuję o startach, bo i rzadko startuję. O treningu też jakoś nie mam weny, ale dzisiaj pomyślałem, że warto. Myślałem w czasie treningu i z tego myśleni

Komentarze
2017/03/28 14:47:06
Pełna zgoda, podpisuję się pod tym całkowicie. Jakub