Blog > Komentarze do wpisu
POKORA

Wczoraj dotarło do mnie, że wreszcie mam jakiś postęp. Jasne, jak sobie porównam to, co i jak teraz szuram z niegdysiejszym bieganiem to jest słabo. Ale po tym jak przez półtora roku czy więcej szarpałem się i nic, teraz nagle poczułem poprawę. Dorzucę też szpileczkę organizatorom z Poznania, niech wiedzą, że ich lubię.

Rafał Wójcik, niegdysiejszy czołowy rodzimy maratończyk powiedział kiedyś „asfalt uczy pokory”. Nic dodać nic ująć. Kiedy wracałem do biegania w Głoskowie było mi w miarę łatwo: miałem motywację, wiarę w to, co przede mną i relatywnie szybko doszedłem do czasów na poziomie 3.20. Miałem także jeden atut – jakieś 10 kilo mniej.

Teraz jest inaczej, jest czy raczej było. Przez miesiące miałem krótki progres a później tydzień czy dwa walczyłem, żeby wygrzebać się na trening. Robiły się trzy, cztery siedem dni przerwy i rodziła się frustracja. Nijak nie potrafiłem uwierzyć, że jakoś to będzie, nie miałem poprawy. Właściwie dopiero na połówce okazało się, że nie poleciałem w dół. Lepszy rok do roku wynik w maratonie był wynikiem tego, że rok wcześniej pobiegłem jak ostatni debil.

I nagle, sam nie wiem jak przeszło. Nie martwię się już uhodowanym na antydepresantach brzuch, ważę te swoje 85 – 86 i liczę po cichu, że powoli z czasem zjadę, a zostanie nadmiar siły, jak nie uda mi się wyjść dzisiaj to wychodzę jutro, spokojnie nizam paciorki kilometrów i nie wyję z żalu, że zamiast 30 km biegam 15 a tempo już nie 4.45 tylko 5.45. Bo teraz to jest już 5.45, bo dwa miesiące temu było wolniej o jakieś 15 sekund na kilometrze.

I nie mm zamiaru biegać jakiegoś ultra, bo jestem na to zwyczajnie (metaforycznie) za cienki i sam nie wiem czy mam ochotę wracać do ultra, jak już będę trochę w gazie to pomyślę. Nauczyłem się, że do wszystkiego trzeba dochodzić powoli, krok po kroku i nie ma, co się spieszyć. No i że nie warto myśleć tylko jak to kiedyś było dobrze. Poza wszystkim jestem już 50+ a peseloza to choroba o różnych objawach. Nabrałem pokory.

A panowie z Poznania? Znalazłem w końcu informację, że Karolina Nadolska jest omc Rekordzistką Polski. Trochę także na własne życzenie, bo nie miała ważnej licencji. Pozostaje pytanie czy państwo organizatorstwo dojdą do swojego rozumu i w październiku będą sędziowie czy też znowu jak padnie rekord to będzie tylko omc, bo ich to, no dobra, napiszę, wali?



poniedziałek, 29 maja 2017, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • NOGI NIE URYWA

    Taka poranna refleksja. Biegam z mniejszymi i większymi przerwami od 1980 roku, fakt, na początku i intensywność i objętość nie powalały. Ale przez ten czas nie

  • BEZ TYTUŁU

    Tak sobie wczoraj polatałem i pomyślałem, co jest celem, co środkiem w moim bieganiu. Także o tym, jakie są priorytety, hierarchia ważności, bo nie wartości. Ja

  • W RYTMIE

    Podczas rozmowy dla Biegania od Mariusza Giżyńskiego usłyszałem, że jako trener, kiedy rozpisuje trening amatorowi najpierw pyta go o rytm związany z pracą. Któ