Blog > Komentarze do wpisu
O PORANKU

Taki obrazek a właściwie to cała ich seria przeleciały mi przed oczami w czwartek. Zresztą na stare obrazki nakładały się aktualne. Taki urok biegania o szarówce po Łazienkach.

W czwartek musiałem wyjść o zbójeckiej porze, bo koleżance zachciało się chorować i ktoś musiał pouczyć jej dzieciaki. Jeśli o 8.15 muszę wejść do klasy to odpowiednio wcześniej wychodzę z domu, to i wcześniej kończę tupanie i tak dalej. No, więc wyszedłem nawet nie o szarówce a właściwie to o pełnym mroku. W Łazienkach latarni brak, a mnie nie chciało się tupać do Arkadii, więc niech już będą te Łazienki.

Lecę, do bramy od strony Gagarina mam cztery minuty, plus to, co muszę odstać na światłach. Wbiegam do parku, pierwsza alejka równoległa do Gagarina, jeszcze wpada trochę światła z ulicy, ja zastanawiam się czy Gagarina też zdekomunizują i powoli przenoszę się w lata dziewięćdziesiąte. Byłem wtedy też panem nauczycielem i także nie byłem w stanie usiedzieć na lekcji i w efekcie, jeśli na trening to tylko rano. Na studiach dbałem, żeby nie mieć zajęć przed dziesiątą. A tu nagle wstaję i o piątej – szóstej zaczynałem trening. Prawie pięć minut po oświetlonym, później wchodziłem do lasu. Biegałem na czterokilometrowej pętli leśnymi drogami. Bez czołówki, ale wzrok spokojnie przyzwyczajał się do widzenia. Później z czasem powoli podnosił się brzask, las nasycał się kolorami. Budziły się ptaki. Z miesiącami ranek przychodził coraz wcześniej i wychodziłem już o świtaniu.

Łazienki nasycały się kolorami, po alejkach snuły się kaczki, pawie spały. Pora roku taka, że wszystko szare, ale w sumie lubię ten czas. Ma swój urok. Któregoś roku o tej porze już wychodziłem na dwa treningi i jakoś tak zorientowałem się, że bagno pachnie inaczej o brzasku i o zmierzchu.

Tupię te swoje odcinki, przypomina mi się jeden z moich trenerów powtarzający, że jak się biegnie to się biegnie a jak się truchta to można i iść. No to i biegnę, i truchtam. Cieszę się, że mogę wychodzić o szóstej, ale gdzieś jest myśl, że z czasem będzie coraz wcześniej, bo treningi coraz dłuższe.

Poranek na Brzózkach, lubię to wspomnienie, nie lubię miejsca. Ranek w marcu, w nocy padało i był mróz, nadal jest. Przebiegając pod szpalerem brzóz słyszę dźwięki buddyjskich dzwonków. Staję, cofam się. Gałęzie oblane lodem uderzają o siebie. Parzę na lewo, nad zasuszonymi nawłociami wstaje słońce. Chce mi się krzyczeć z radości i krzyczę.

W Łazienkach to sobie nie pokrzyczę, co jakiś czas mijam strażnika, Ale z drugiej strony bywały takie dni, że z powodu dmuchaw do przewiewania liści i podnoszenia pyłów na ulicy było ciszej niż w parku, więc może sobie pozwolić? Jest sporo biegaczy, ludzie przychodzą do pracy. Powoli nasycają się odcienie szarości i burości wielorakiej.

A przed oczami (i uszami) wielkanocny poranek koło Głoskowa, gdzie słyszałem śpiewane przez ludzi wędrujących do kościoła religijne pieśni, wschód słońca w Owczarni i bieganie po kwitnących konwaliach.

Czas kończyć w weekend polatam w Lasku Bielańskim, już się cieszę, przebiegam przez skrzyżowanie. Czas do pracy.



wtorek, 19 grudnia 2017, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • JAK CI SIĘ BIEGŁO

    Jednym z moich ulubionych już byłych biegaczy elity jest Michał Smalec, ale zacznę od Rafała Wójcika. Będzie o tym, czemu spinam się na treningach a nie tylko s

  • LEKKOŚĆ

    Lubię te swoje soboty. Wtedy z zasady biegam, coś szybszego, przynajmniej jak na mnie teraz. Ostatnimi czasy poza tradycyjnym niedzielnym dłuższym bieganiem, ta

  • NOC

    Zbieram się z tym wpisem od tygodni. Czemu zabrałem się kurt teraz? Jest znowu niedziel i mm wyjść na długie wybieganie. Jak wyjdę później z całą pewności nie z