Blog > Komentarze do wpisu
SIĘ ODOBRAZIĆ

Obrażalski jestem, fakt. Jak się już na coś czy kogoś obrażę to trudno jest mi się odobrazić. Tak ma z biegami. Kilka lat temu obraziłem się na jeden bieg i jakoś nie potrafię się odobrazić do dzisiaj. To znaczy nie mam zamiaru w nim startować, choć mam z nim trochę dobrych wspomnień.

Czemu coś mi się podoba, coś lubię, a czegoś nie? Najczęściej przyczyną są wspomnienia, skojarzenia. W takiej sytuacji nadobną sprawę być może powinienem na dobre zawiesić buty na kołku, Ale podobnie jak z innymi obszarami i ten powoli odzyskuję.

Są jednak skojarzenia inne niż te moje do głębi osobiste, sprawiające, że na ten czy inny biega raczej nie pojadę. Jest taki bieg w Warszawie, który omijam szerokim łukiem i raczej tak pozostanie.

Rzecz miała miejsce kilka lat temu, na tyle niedawno, że nie byłem już na tak zwanym topie, to znaczy wyraźnie zaczynał się proces zwijania. Ale na tyle nie dawno, że nie tkwiłem w mule kompletnego dna, w którym byłem jeszcze rok temu a teraz mam wrażenie, że powoli się od niego odbijam. Ergo biegałem słabo, ale nie beznadziejnie.

I podczas tego biegu zdarzył się cud. To znaczy wygrałem tam kategorię masters, czy inna weteranów. Ale, żeby było jasne, byłem na tyle słaby, że kompletnie nie dopuściłem do świadomości, że mogę cokolwiek wygrać, zwinąłem się z imprezy błyskawicznie i dopiero w domu, na zdjęciach zobaczyłem, że puchar za wygraną w masterach odbiera zawodnik, który linię mety przekroczył za mną. Niewiele, ale zawsze.

Napisałem do firmy obsługującej bieg, odnotowali zmianę iw wynikach znalazłem się już, jako ten pierwszy. I nic.

Czego bym oczekiwał? W wariancie ekstra organizator na stronie zamieszcza przeprosiny i zauważa, że w związku z błędem firmy mierzącej czas mylnie nagrodzono zwycięzcę, przysyła lub podrzuca przy okazji jakieś nagrody. Największą atrakcją la mnie w takich sytuacjach wyjście na podium i błysk fleszy (żart, z fleszami).

W wariancie minimum zwyczajny mail – cześć stary, głupio wyszło, przepraszamy, postaramy się na przyszłość nie zawalić sprawy.

I co? I brzeńco. Nikt, pies z kulawą nogą, ani nawet sam pan kierownik biegu (nie Hiu, ten by się zachował przyzwoicie) nie napisał, nie zadzwonił, nie odezwał się. Pozostało mi stwierdzić – walcie się na ryje – i omijać tą imprezę szerokim

niedziela, 31 grudnia 2017, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • NOSTALGIA

    Dawno mnie tu nie było. Nie to, że zupełnie nie biegam, ale jakoś nie mam energii do pisania. Zawsze brakuje tego czegoś, żeby usiąść i maznąć . Za trzy tygodni

  • WYMIERNE WSKAŹNIKI

    Piszę a więc biegam. Tak mnie tknęło, na ile wiarygodne są wymierne wskaźniki. Może warto w większym stopniu opierać się na wrażeniach, samopoczuciu. I poza wsz

  • JAK CI SIĘ BIEGŁO

    Jednym z moich ulubionych już byłych biegaczy elity jest Michał Smalec, ale zacznę od Rafała Wójcika. Będzie o tym, czemu spinam się na treningach a nie tylko s