Blog > Komentarze do wpisu
POBIEGANE

Pobiegane, popłakane, było cudownie. Półmaraton Warszawski przebiegłem po raz dziesiąty, dwa razy widziałem i nie tylko widziałem z drugiej strony. Raz mnie nie było, nie miałem siły. Nie miałem siły na nic, nawet na życie.

Pakiet odebrany w sobotę, pomiędzy Jarmarkiem Wielkanocnym a wieczorem z R. Obie te chwile były jak wisienki na torcie, ta druga większa i słodsza. A później przyszedł niedzielny poranek.

Nawiązując do jednego z moich ulubionych cytatów z biegaczy miewam ochotę powiedzieć, ten wał Tronina wymyślił sobie, żeby półmaraton odbywał się akurat w weekend, kiedy zmieniany jest czas. Szkoda, że w te stronę i nie mam czasu, żeby się wyspać. Ale budzę się w dobrym nastroju, co tam dobrym, w znakomitym. R twierdzi, że powinienem co tydzień biegać półmaraton. Tyle, że wtedy to by już nie było to. Poza tym mój nastrój wziął się z tego, co dostałem w szkole od różnych rodziców, dzieci moich uczniów oraz tych, którzy by chcieli, spotkania z Karolem no i wieczornych rozmów, między innymi rozmów, kolejność chronologiczna.

Jem śniadanie, przebieram się za biegacza i nakładam na to warstwę maskującą, dopijam się i lecę. Przed autobusem rozgrzewka- przebiegam do niego jakieś czterdzieści metrów, to może zaważyć na wyniku. Dojeżdżam do Gdańskiego, czekam chwilę na Karola i się zaczyna. Czekamy na tramwaj (urywamy w ten sposób jakiś 500 m dojścia). Ale wysiłek i tak będzie ekstremalny. Kiedy przyjeżdżają dwa tramwaje apeluję

- Wsiadamy do niskopodłogowego, do zwykłego mogę nie dać rady. Wysiadamy, zrzucam z siebie to, co mam na wierzchu idziemy na górę zrobić sobie zdjęcie z grupą biegających kibiców Poloniił. Nie żebym regularnie chodził na mecze, ale lubię Polonię.

Później rozchodzimy się i spokojnie czekam na start. Zdejmuję z głowy bufa, staję obok tłumu, wejdę w niego jak minie mnie grupa na 1.45. Myślałem o starcie z końca, ale rezygnuję. Myślę sobie, mam kilka minut.

Trzynasta edycja, dwanaście lat. Jakie były? Czy nie jest tak, że spora część z nich to był najczarniejszy okres w moim życiu? Czy to już koniec? Czy rzeczywiście zaczynam wychodzić na prostą? Myślę o cudach, akie mi się przytrafiły w tym czasie. O dzieciakach o R o szkole. Leci Sen o Warszawie, mnie jak zawsze lecą w tym momencie łzy, klasyk taki. Ludzie ruszają, mija mnie Jacek witamy się. Ja spokojnie czekam, kiedy przychodzi czas wchodzę, dryptam, później zaczynam truchtać i biec.

Jest cudnie – słońce, ciepło, wiatr. Jest nas niezły tłumek. Jeszcze ciasno, do końca będzie ciasno na zakrętach i wodopojach. W górę, w dół i znowu w górę. Jedyne, co irytuje, to biegacze, którzy mają wywalone na innych, ustawiają się na czas zdecydowanie powyżej możliwości i teraz utrudniają bieg. Na początku, kiedy jest ciasno, to złości, później, kiedy jest już łatwiej ich mijać jest z tym lepiej. Teraz muszę czasem uciekać na bok, na chodniki, trawniki i generalnie się złoszczę. Tak troszeczkę, ale jak mogę, to sobie ulżę.

Na jednym z mostów czuję radość, chce mi się krzyczeć z radości. Lecę sobie wolniutko, przynamniej w obiektywnym widzeniu, bo jak na mnie to dość szybko, choć tego nie czuję. Tak ciut poniżej piątki. Wizytuję toaletę na dziewiątym i w efekcie osiągam równe tempo. Po chwili kolejny most, lubię te kawałki na Moście Świętokrzyskim, choć palce chciały napisać Syreny. Już jestem prawie na mecie. Jestem prawie na ostatniej prostej. Na ulicy Hopfera brama i kibice Rak’n’Rolla, chce mi się krzyczeć z radości (znowu), dwa zakręty i ostania prosta. Długa.

Przez chwilę czuję miękkość w nogach, zastanawiam się czy nie zwolnić, ale jakoś tam cisnę. Taki kryzys to nie kryzys. Był szpaler przy zejściu z mostu, nie ma, jak kiedyś pod Poniatowszczakiem. I jeszcze tunel, w tunelu chór, wybiegam na słońce i widzę w oddali metę. Niby bym przyspieszył, ale nogi nie niosą.

Dobiegam, zatrzymuję stoper i pierwszy raz nie płaczę. Przypomina mi się pani z Fundacji, która zobaczył, w jakim jestem stanie półtora roku temu nie wiedziała jak zareagować. Ale tym razem jest lepiej jakiś spokojniejszy jestem.

Czuję się szczęśliwy, za metą za chwilę będzie R. Spotykam jeszcze Angelikę, jest, jak zawsze uśmiechnięta, idziemy razem po depozyt, chwila rozmowy, gna jak zawsze jeszcze kogoś spotkać. Ja idę się przebrać, ale tak czy inaczej spotykam kogoś z odległej przeszłości, kiedy biegaczy było jeszcze niewielu i drugiego z Milanówka. Wszędzie ten Milanówek, na Czarnym Proteście też spotkałem tamtejszych znajomych.

Jaki miałem czas? Nieważne. Jak mi poszło? Nie ma, o czym mówić. Jak mi się biegło? Było super. I tylko to się liczy. To, co przeżyłem, doświadczyłem, przemyślałem, przypomniałem sobie. Dlatego zawsze lubię tu wracać, przeżywać swój Sen o Warszawie.



wtorek, 27 marca 2018, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • NOSTALGIA

    Dawno mnie tu nie było. Nie to, że zupełnie nie biegam, ale jakoś nie mam energii do pisania. Zawsze brakuje tego czegoś, żeby usiąść i maznąć . Za trzy tygodni

  • WYMIERNE WSKAŹNIKI

    Piszę a więc biegam. Tak mnie tknęło, na ile wiarygodne są wymierne wskaźniki. Może warto w większym stopniu opierać się na wrażeniach, samopoczuciu. I poza wsz

  • JAK CI SIĘ BIEGŁO

    Jednym z moich ulubionych już byłych biegaczy elity jest Michał Smalec, ale zacznę od Rafała Wójcika. Będzie o tym, czemu spinam się na treningach a nie tylko s