Blog > Komentarze do wpisu
Wielkanoc

Tym razem jest eksperymentalnie. Najpierw napiszę tekst, później dodam lid, oto on: Przez bieganie przewijają się najważniejsze momenty mojego życia, takie, które sprawiają, że jestem człowiekiem. Choć Lem zapytał kiedyś „człowiek jak to brzmi?” No właśnie.

Wiele rzeczy rymuje mi się w życiu z bieganiem. Radość, szczęście, ból, poczucie beznadziejności, pory roku, powolne, albo i szybkie odchodzenie, Wielkanoc i Boże Narodzenie. No właśnie, Wielkanoc.

Jak to się mówi za dzieciaka, albo młodego młodzieńca w Wielkanoc wychodziłem w niedzielę na dłuższy i wcześniejszy trening. Przy okazji zbierałem trochę borówek do dekoracji świątecznego stołu. Jakoś tak było, że z zasady było wtedy ciepło. Nie tak ciepło, żeby wyjść na krótko, więc męczyłem się w dresach. Leginsów i takich tam nie było, biegałem z bawełniano – plastikowych dresach. Ale nie to jest moje specjalne wielkanocne wspomnienie z bieganiem w tle.

W którąś Wielkanoc miałem dyżur w Głoskowie. Pierwsza dekada naszego wieku. Stop, dla mnie to raczej waszego wieku, bo ciągle mój wiek, to wiek dwudziesty, wiem starość. No, więc początek wieku, ale wtedy w okolicach Głoskowa był wiek raczej dziewiętnasty, przynajmniej pod pewnymi względami. Kilka zim wcześniej widziałem tam kobietę robiącą pranie w rzeczy za pomocą kijanki.

Więc żeby nie urażać uczuć autochtonów i nie tracić dnia z treningu wyszedłem rano, bladym świtem, tak żeby być przy organizacji śniadania i nie urażać. Biegałem po łąkach, najpierw o szarówce, później, kiedy robiło się coraz jaśniej spokojnie wchodziłem w maleńkie ścieżynki na łąkach. I najpierw wydawało mi się, że z czymś przesadziłem, później zrozumiałem.

Słyszałem kościelne pieśni. To ludzie z maleńkich wioseczek szli na rezurekcję i śpiewali. Ni mam pojęcia czy szli do Garwolina, czy gdzieś bliżej był kościół. Pamiętam dźwięki kościelnych pieśni niosące się po rosie na łąkach w momencie, kiedy wstawało słońce.

Kiedy teraz o tym myślę mam wrażenie, że w tym obrazie, dźwięku, zapachu jest zamknięty codzienny cud zmartwychwstania.

Przez lata, przez ostatnie dwa lata przy tym i innych wspomnieniach chciałem umieścić „przycisk” DODAJ DO UTRACONYCH. Ale poczułem, że nie. Że może, prawie na pewno nie usiądę już na letniaku, nie pogadam na stołówce z Jasiem i nie wypiję kawy na kominkowej. Ale jak powiedział kiedyś Zielony – „Ni chuja”. Nikt nie zabierze mi tego i innych cudowności. Nie pozwolę się tego pozbawić, bo to jest jeden z ważnych momentów mojego życia. Jest to ważny kawałek mnie, mojego człowieczeństwa.

sobota, 31 marca 2018, wojtek_wanat

Polecane wpisy

  • NOSTALGIA

    Dawno mnie tu nie było. Nie to, że zupełnie nie biegam, ale jakoś nie mam energii do pisania. Zawsze brakuje tego czegoś, żeby usiąść i maznąć . Za trzy tygodni

  • WYMIERNE WSKAŹNIKI

    Piszę a więc biegam. Tak mnie tknęło, na ile wiarygodne są wymierne wskaźniki. Może warto w większym stopniu opierać się na wrażeniach, samopoczuciu. I poza wsz

  • JAK CI SIĘ BIEGŁO

    Jednym z moich ulubionych już byłych biegaczy elity jest Michał Smalec, ale zacznę od Rafała Wójcika. Będzie o tym, czemu spinam się na treningach a nie tylko s