|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
wtorek, 20 marca 2012
Pierwsze śliwki
Na RDS jechałem z silną wolą poniesienia porażki. Poniesienia i tego, że poniesie mnie ona dalej. Pierwsza część się udała, co będzie dalej, zobaczymy. Co jest potrzebne żeby zawalczyć na orientacyjnej pięćdziesiątce? Kopyto (czyli jak się teraz mówi łydka) sporo umiejętności nawigacyjnych i szczęście. Może tylko tak mi się wydaje, ale wbrew pozorom nawigacja jest ważniejsza na pięćdziesiątce niż na setce. Tu łatwiej jest zbudować interesującą, wymagającą trasę. Setka z czterdziestoma punktami byłaby przegięciem, pięćdziesiątka z dwudziestoma nie jest. A przecież bywa ich więcej. Ale to akurat taka dygresyjka. Przez ostatnie pół roku walczyłem. Ze zniechęceniem, marudzącą żoną, jęczącymi dziećmi, wyjącym psem. Z tym, że robię się coraz starszy i bardziej zgrzybiały. Generalnie taka smuga cienia, tyle, że ciut przeterminowana. A może andropauza. Zacząłem się oglądać za mamusiami uczennic a nie za uczennicami. Starość. I zamiast budować jakąś sensowna bazę przetupałem ciut zimę. Tak w systemie binarnym – tydzień treningu, tydzień luzu. Tydzień albo i dwa. RDS ma opinię imprezy mało wymagającej nawigacyjnie. Choć po tym roku powinienem napisać raczej miał. Pytanie czy ludzie chcą żeby trasy były ładne i łatwe czy mniej ładne, ale trudne zostało potraktowane, jako żart. A tu – proszę. Na setce podobno było inaczej, ale pięćdziesiątka łatwa nie była. A kiedy zaczyna się kończyć energia łatwiej o głupie błędy. I tak też było – poza tym, że sensownie lub nie poszliśmy w nieco innej kolejności (9 – 8 – 7 – 6 – 5 – 4 – 2 – 3 – 1) to przebieg z dwójki na trójkę zajął nam ciut ponad półtorej godziny. Moja ma przynajmniej powód – chorowała, brała antybiotyki. W kategorii najbardziej idiotyczne kontuzje zimy miałaby poważne szanse. Ja na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno - leń jestem. Impreza bardzo dobra - nawigacja różna – od bardzo łatwych do wymagających przebiegów. Mapa taka, jaka jest, trudno wymagać robienia nowej, aktualnej mapy na setkę. Teren piękny, choć może nie szaleńczo ciekawy nawigacyjne. Punkty w porządku, to, co zobaczył Hiu to zobaczył, podejrzewam że zauważył więcej swoich błędów niż uczestnicy. Jak by mi się coś nie podobało to bym mu powiedział. Klimat, to, co takie ważne a wymyka się słowom fantastyczny. I taka mało perełka – nasze robale zostały pod czułym okiem organizatorów (Hiu twierdził, że to nie jego zasługa, ze panie za szkoły, i tak dalej. Ale ja wiem, że to wszystko i tak jego zasługa). Faktem jest ze gdyby ktoś inny robił RDS pewne bym się nie wybrał. Tu jedzie się przede wszystkim ze względu na Huberta. Rozkładu jazdy PKS nie było (podobnie jak w zeszłym roku) ale to potwierdza moją opinię – nie było, bo nie był potrzebny. Bo jak by, co to ktoś w biurze znajdzie połączenie i jeszcze kupi przez Internet bilet. O ile na setkach nihil nowi to w pięćdziesiątkach coraz to więcej świeżej krwi – wygrali Dagmara Kozioł i Rafał Klecha. Jak nic rywalizacja w Pucharze będzie ciekawa. I bardzo dobrze. Powoli pięćdziesiątka staje się ważniejszym i ciekawszym dystansem. Wiem purystom, uwielbiającym złachać się, dla których bieganie poniżej setki jest poniżej godności taka opinie nie przejdzie przez gardło. A poza tym - pierwsze śliwki - robaczywki.
środa, 29 lutego 2012
wtorek, 24 stycznia 2012
MÓJ MALUTKI
Jakiś miesiąc z okładem temu zapowiadałem że zaproponuję mój malutki, prywatny ranking. Oto jego zasady: 1. Liczę tylko dla pięćdziesiątek 2. Liczę klasyfikacje open kobiet i mężczyzn i klasyfikuję osobno weteranów. Jeśli w trakcie zawodów jest klasyfikacja mix to porządkuję w kolejności czasów kobiety i mężczyzn. 3. Zaliczane są wszystkie imprezy z PMnO w trzech kategoriach: 4. Punktuje pierwsze 30 osób w następujący sposób: Mistrzostwa Polski 1. - 60 Zawody klasy A 1. - 50 Zawody klasy B 1. - 40 W przypadku identycznych czasów lub liczby punktów w wynikach imprezy zaliczana jest średnia arytmetyczna. Liczy się siedem najlepszych wyników. W przypadku równej liczby punktów o kolejności decyduje: Nagrody będą, jeśli uda się coś załatwić. Nie są nagradzane osoby o nazwisku Wanat.
wtorek, 03 stycznia 2012
Meran
W temacie treningu organizowanego przez OKSport. Dokładne informacje są tutaj. Gdyby były wątpliwości. Warstwicówka - mapa na której są tylko brązowy i niebieski, na mapie bez dróg brak jest czarnego. Zabawa może być przednia, choć muszę przyznać że raczej krótka. I co ważne - związani z OKSport Robert Drągowski i Lech Trzpil maja dobrą rękę do budowania ciekawych, trudnych tras - gorąco polecam.
niedziela, 01 stycznia 2012
W nowym roku nowe możliwości
Dzienniczek Treningowy
piątek, 30 grudnia 2011
Zimowe Zawody Kontrolne
W pierwszym impulsie chciałem to zrobić na odwal się, ale po chwili namysłu (i kolacji) przyłożę się. 7.01 ZBG i malutkie BnO (tak poniż ej 3 km. Oczywiście Falenica. 14.01 Orient – nie wiadomo gdzie, ale to kwestia dni i się okaże. 28.01 Bieg Wedla i przy okazji BnO w Parku Skaryszewskim. Bieganie w parku wymaga ogromnej koncentracji. 4.02 Nowodworskie ZZK, niedaleko Nowego Dworu. Bieg na średnim dystansie (z polska zwane midle), czyli jak uczy mnie doświadczenie maks 5 km. 12.02 okolice Zagórza bieg o nieznanym charakterze. Organizuje UNTS. Teren jak na okolice Warszawy trudny. 18.02 ZBG i krótkie BnO 25.02 Okolice Legionowa – bieg sztafetowy (3 zmiany, to w BnO standard) 3.03 ZBG i BnO w Falenicy 11.03 Okolice Góry Kalwarii – miejscowość Karolina bieg na średnim dystansie 17.03 ZBG i BnO (dla odmiany Falenica) 24.03 ZAW-OR nie wiem gdzie, ale się może dowiem. Jak tak sobie popatrzyłem to myślę że strasznie ubogie te formy się zrobiły. Dawniej było za każdym razem inaczej – łańcuszek, warstwicówka, gra szwajcarska i korytarzówka. O przegięciu w postaci pustej mapy nie wspomnę. Tu widać że jakoś się ludziom nie chce. Syndrom wypalenia, zmęczenie materiału. Życie.
wtorek, 27 grudnia 2011
Różne takie
Przeczytałem dwie relacje z Nocnej Masakry i co tu dużo mówić jestem pod wrażeniem. Skromność Sabiny i Otwartość Pawła pakuły top coś co mnie ujęło. Mam niejasne wrażenie że ta skromność nie wychodzi dziewczynom na zdrowie. Sam zamiast na Nocna masakrę wybrałem się na Duatlon Biegowy i była tom w sumie niezła masakra. Dlaczego niektórzy faceci z trudem akceptują fakt, że wkładają im dziewczyny? Jak dla mnie to oczywiste. Jasne panowie powiedzą że nie chodzi im o to że dziewczyny ich leją. Ale jak w takim razie wytłumaczyć, że kompletnie nie przeszkadzają im pary homo (nierzadko kazirodcze) pokonujące całe trasy. Ale jak leci dziewczyna z chłopakiem to już jest gorzej. Tak na marginesie to że większość z nich jest skromna i pisze że słabo nawigują, a okazuje się że sporą część trasy to one prowadzą nijak nie przekonuje. Drogie panie, skromność skromnością a w waszym, dobrze pojętym interesie jest stwierdzanie faktów – że jesteście równorzędnymi partnerkami w nawigacji. Nie wiem jak Sabina, nigdy z nią nie biegłem, ale moja Kasia bardzo dużo wnosi do współpracy. A że startuje czasem w klasycznym BnO i zajmuje tam różne miejsca to zupełnie inna sprawa. Mieliśmy w planach kilka startów w typowym BnO, ale nasze plany musza podlec modyfikacjom za sprawą pewnego samochodziku złożonego z klocków lego. Biegowy duatlon wydawał się być imprezą skrojona pod moje potrzeby i możliwości. Jak się później okazało był skrojony tylko pod moje potrzeby. Organizacyjnie sprawa była prosta – najpierw trasa jednego, dwóch lub trzech falenickich kółek (czyli jedna trzecie, dwie trzecie lub cała dycha) a na dokładkę BnO na dystansie około 2, 4 lub 7 km. Z zapewnień Andrzeja na starcie wynikało że trasa będzie prosta. Jeszcze w domu założyłem sobie że dychę polecę w około 49 – 50 minut a całość powinienem pokonać w 92 – 94 minuty. Okazuje się że co prawda górki w Falenicy nie są tak niskie jak by się spodziewał ktoś ich nie znający, ale nie są tak wysokie jak mi się zdawało. Staram się jak najwolniej finiszować. Kończę bodaj w 46 minut, czyli mam nadróbkę i ruszam. Zgodnie z zapewnieniami powinno być łatwo. Do pierwszego PK z leciutkim wahnięciem, do drugiego dobrze, trzeci przebiegam i mijam, na czwarty sprawnie. Mam jakieś półtorej minuty błędów. I teraz się zaczyna. Piątego szukam za wcześnie, jakieś trzy minuty w plecy, szóstego szukam w złym miejscu, na przebiegu na siódmy odchylam się nieco, ale szybko prostuję i tracę tu może z pół minuty. Ale co posiałem wcześniej na dwóch poprzednich punktach to około ośmiu minut, może ciut więcej. Dalej zgarniam po drodze Tomka Pryjme i mijając się razem dobiegamy do mety. Na końcówce daję się wyprzedzić o przysłowiową pierś. Jeszcze na przebiegu na przedostatni punkt robię błąd, który nie powinien był mi się przytrafić. Czuję się jak koleżanka, która zgubiła się jadąc trasą katowicką. Miałem tracić na biegu górskim i zyskiwać na BnO. A traciłem na BnO, za to na biegu górskim tez traciłem, ale jestem przekonany że w sumie było warto. Dokładnie takie doświadczenia kształtują. No i pokazują miejsce w którym się znajduję. Mam nadzieję że będzie powtórka i szansa na rewanż. Miałem nadzieje że poznam przed świętami kalendarz Zimowych Zawodów Kontrolnych, ale niestety, wiem że będą, ale gdzie i kiedy jeszcze nie wiadomo. Zatrzymam się w takim razie na ich genezie i opisie tego jak to kiedyś z nimi bywało. Zaczęło się od tego że jakieś dwadzieścia, może ciut więcej lat temu było w Warszawie i okolicach kilka sekcji BnO i ktoś poszedł po rozum do głowy że zamiast robić trening dla kilkunastu osób, niewiele większym wysiłkiem można zrobić trening techniczny dla pozostałych klubów. W sezonie są zawody i tam szlifuje się technikę, ale zimą pomysł chwycił. Na takich treningach doświadczeni zawodnicy przeprowadzali mini wykłady na różne związane z tym sportem tematy. Z czasem zmieniono formułę na Zimowa Zawody Rankingowe, gdzie każdy swobodnie mógł wybierać pomiędzy pięcioma trasami o różnej długości i różnym stopniu trudności. A później straciłem na długi czas kontakt z rzeczywistością. Fajnie by było pojeździć na takie imprezy. Wpisowe jest stosunkowo niskie, bywa że formuła jest ciekawa nawigacyjnie i nie trzeba samemu kombinować z treningiem techniki. Tyle że trasy żenująco krótkie. Ale zawsze można cos dokręcić w lesie. Jak się dowiem to napiszę.
środa, 14 grudnia 2011
UPADEK
Wstyd się przyznać, upadłem na samo dno. Ja człowiek, który zawsze twierdził że sprzęt nie jest najważniejszy kupiłem dwa kompasy na kciuka. Już nie będę biegał z tym fantastycznym sprzętem, który niechętnie cokolwiek pokazywał, a jeśli już to raczej południe. Na szczęście na nogach zostały mi moje ukochane Jomy. No i gumka może okazać się za sztywna. Okaże się w sobotę w Falenicy.
czwartek, 08 grudnia 2011
Trening
Miałem pisać o czymś innym, ale jakoś tak uspokajająco działa na mnie pisanie o rzeczach których nie jestem w stanie zrozumieć, dlatego popiszę sobie o treningu. Zacznijmy od tego że jestem jeszcze ze starej szkoły w której cykl treningowy składa się z kilku okresów – przygotowawczego, przedstartowego, startowego i tak dalej. Jasne że jeśli ma się zamiar startować przez kilka miesięcy to okres przedstartowy i startowy jakoś się łączą, ale tak czy inaczej trzeba najpierw wybudować bazę. W zeszłym roku (dla mnie zaczął się nowy sezon) realnie przepracowałem trzy pierwsze miesiące – październik – grudzień, później była już partanina, łatanina, rzeźbienie w gównie i próby odcięcia kuponów od czegoś co się nie wydarzyło. Faktem jest że wybiegany wtedy kilometraż (około 1200 – 1300) wystarczył jako baza i mam nadzieje jeszcze korzystać z wypracowanej wtedy wytrzymałości. Na ten czas przez najbliższe 11 tygodni nie wybieram się na żadną imprezę,, jasne może polecę jakiś zawody w lesie – pod Warszawką przez cała zimę są takie co tydzień, często w sobotę i niedzielę. Może polecę też Bieg Chomiczówki, ale to już mniej pewne. Ale sobie trochę potrenuję. Nie aż tak jak w zeszłym roku, kiedy na początku z założenia klepałem samą objętość po 12 – 14 godzin tygodniowo. Teraz będzie w tym ciut finezji. Piszę to także w nadziei że pewna dojrzała zawodniczka załapie wreszcie o co chodzi w treningu. Korzystam z kilku rodzajów bodźców:
Dwa wybiegania (teraz środa i niedziela). Trzy intensywne treningi (wtorek, piątek i sobota) no i dwa dni swobodnego tuptania. Z czasem poprzeplatam bo mam poczucie że intensywny trening po długim wybieganiu jest silniejszym bodźcem dla organizmu.
A teraz to ja czekam kiedy dzień zacznie się robić dłuższy, żebym mógł tupać w lesie i na łąkach, zamiast tych beznadziejnych, oświetlonych ulic. A jutro będę się mądrzył w kawie i herbacie przed siódmą, na tematy na których też się nie znam.
piątek, 02 grudnia 2011
Plan
Rzuciłem okiem na przyszłoroczny kalendarz. I co prawda nie znam regulaminu (to znaczy nie wiem ile imprez się liczy) ale zacząłem się powoli przymierzać gdzie bym chciał pojechać (jeśli mi żona pozwoli). Początek jest łatwy – Skorpion i RDS, byłem, podobało mi się. Dwie imprezy o zupełnie innym charakterze wspólne w nich jest to że czuje się w nich dużo serca (i brak kobiecej ręki). Ełcka zmarzlinę odpuszczam – za słaby jestem i muszę mieć trochę czasu na wytupanie swojego na treningach. Po drodze jest Wędrowiec – sporo dobrego słyszałem, może po drodze wpadnę do rodziny. Tułacza odpuszczam, jakoś mnie nie ciągnie, Rudawska Wyrypa jest za blisko DyMna. Wybieram DyMnO, bo mam sentyment do tej imprezy, pamiętam pierwsze edycje, zanim jeszcze pojawiły się te wszystkie Harpagany i inne takie. Później Złoto dla Zuchwałych. W zeszłym roku byłem na ich innej imprezie i jakkolwiek nie był to szczyt nawigacyjnej finezji wszystko stało tam gdzie trzeba. Nie było szukania górek, których nie było na mapie czy skrzyżowań nieistniejących przecinek. Oriento i Tułacz nie wchodzą w grę. Grassora raczej odpuszczę, bo muszę wybierać – albo Grassom, albo Azymut Orient. Na Azymut mam bliżej, sprawa jest jasna. W lecie Szaga i Nawigator, który jest ciągle nie wiem czemu taki cienki. Szkoda by mi było gdyby go nie było. Izerska Wyrypa tak – jeśli teściowa akurat będzie we Wrocławiu. Później może Wyzwanie i z całą pewnością Trudy – w przyszłym roku nie jest w terminie Maratonu Warszawskiego, warto skorzystać. Później jeszcze Funex, mam nadzieję że tym razem bez porannej masakry. Wychodzi około dziesięciu, około dziesięciu bo raczej nie uda mi się całego planu zrealizować. Kiełkuje mi też pomysł prowadzenie takiego prywatnego rankingu, a może rankingów. Zawodników, na zasadzie zdobywania punktów za zajęte miejsca. I może też rankingu imprez. Widziałem taki ranking turystycznych marszów na orientację. Niewiele z tego zrozumiałem, ale wygląda interesująco. |