RSS
poniedziałek, 26 lutego 2018
ZIMNO

Zimno. Jak jest zima to i jest zimno, takie są odwieczne prawa przyrody. Kiedy tak zastanawiałem się nad sensownością wychodzenia na trening przy tak silnych mrozach dotarło do mnie gdzie właściwie jestem.

Zima 1984/85. Obóz treningowy w miejscowości Gołubie. Ostatniego dnia, jeszcze rano przed wyjazdem wychodzimy na trening o świcie. Biegniemy po zamarzniętym jeziorze. Śnieg skrzy się i widać ciemne sosny na brzegach. Kiedy wracamy do Warszawy jest mi cały czas ciepło. Z powodu jakichś anomalii na Kaszubach było sporo zimniej, tu jest tylko minus dwadzieścia.

Przez lata biegnie przy minus dwudziestu czy trzydziestu było normą. I to w czasie, kiedy nie było oddychającej, termo aktywnej bielizny, polarów i goretexu. Na głowie wełniana czapka wydziergana przez mamę, koszulka, dres, ortalion. Koszulka bawełniana, dres na syntetykach, ale przecież zupełnie innej jakości.

Wygodny się zrobiłem, przyzwyczaiłem do ciepełka, komfortu. Nie tylko ja zresztą. Z drugiej strony lubię biegając czuć wiatr, chłód deszcz. Często nie zakładam kurtki żeby poczuć dotknięcie zimna. Przez chwilę, przez jakiś czas.

Dzisiaj miałem wymówkę w postaci przeziębienia, które wieńczyło ostatni tydzień, teraz, kiedy wrócę do tuptania przez jakiś czas zamiast odcinków pocisnę trochę ciągłych, co z punktu widzenia temperatury jest akurat wskazane. Bo organizm zwyczajnie odzwyczaił się od tego, że jak zima to jest zimno, jest mróz. Takie są odwieczne prawa natury. Może raczej były.



12:52, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »