RSS
niedziela, 24 listopada 2013
Nasz klub ChruChrup

Zaczęło się kiedy do naszego klubu ChrupChrup przeszedł nowy kolega. Do tej pory organizowaliśmy zwyczajną ligę szóstek piłkarskich. Każdy mógł się zgłosić, pod warunkiem, że grał w piłkę nożną, i że grał z nami na miejscowym Orliku. Może nie była to jakaś rewelacja, ale przychodziło na niektóre turnieje po trzysta osób i chcieliśmy grać w piłkę.

Kiedy w klubie pojawił się Zielony i powiedział, że zorganizuje w ramach naszej ligi trzy turnieje wydawało się że wszystko jest jasne. Gramy w piłkę, są dwie bramki, w Szóstkach nie ma spalonego, poza tym wszystkie zasady są takie same jak w zwyczajnym futbolu.

Zielony zrobił pierwszy turniej, podczas drugiego meczu w ramach specjalnych innowacji wrzucił jeszcze jedną piłkę i zszedł z boiska, bo stwierdził że w ten sposób sport okaże się bardziej męski. Kiedy ktoś mu zwrócił uwagę, że z dwoma piłkami to już nie całkiem są piłkarskie szóstki wzruszył ramionami.

Na drugim turnieju nie było bramek, to znaczy były ale wyobrażone i jak ktoś uważał, że trafił, krzyczał głośno i jeśli było ponad osiemdziesiąt cztery decybele bramka została uznawana. Na pytanie o zasady Zielony stwierdził, że stara piłka jest dobra dla zramolałego betonu ze Związku.

Na trzecim turnieju Zielonego zrezygnowano z piłki. Poza tym wszystko było jak w zwyczajnych meczach, tyle że każda z drużyn musiała poświęcić jednego zawodnika, który pełnił rolę piłki i pozwalał wtaczać się jako piłka do bramki przeciwnika. W przypadku poważniejszych obrażeń można było wziąć zmiennika spośród osób przechodzących ulicą. Co zapobiegliwsze drużyny zatrzymywały potencjalnych zmienników zawczasu a wygrała ta, która na początku zadzwoniła po znajomego rugbistę i poprosiła go żeby przeszedł się w odpowiednim momencie ulicą.

Kiedy po sezonie organizowano ligę na nowy rok Zielony zaproponował, że z przyjemnością zorganizuje kolejne trzy turnieje. Na zastrzeżenie że to nie jest do końca liga Szóstek Piłkarskich stwierdził, że jesteśmy grupą ramoli, nie rozumiejących ducha sportu, przyjaźni i koleżeństwa, o sporcie nie mówiąc.

I wtedy się zaczęło. Na przypomnienia, że jednak chodzi o piłkę nożną powtarzały się uwagi, że to co robi Zielony to jest prawdziwy sport, rozgorzała dyskusja.

Zielony powtarzał, że gdyby ewolucja postępowała tak szybko jak rozwój naszej ligi, ciągle jeszcze byśmy byli amebami i kompletnie nie rozumiemy ducha rozwoju futbolu. Zwycięzcy czterech, spośród trzech organizowanych przez Zielonego turniejów powtarzali, że to bardzo fajna zabawa a jeśli komuś się nie podoba to może się nie bawić i że przecież chodzi o to żeby się bawić a nie o jakieś głupie zasady.

Kolega Dyrektor, który powtarzał, że przecież nie chodzi o to żeby Zielony nic nie robił, tylko żeby w ramach ligi piłkarskiej robił turnieje piłkarskie a nie podchody został okrzyknięty głównym mącicielem. Generalnie jeśli ktoś stwierdzał że zasady są od tego żeby ich przestrzegać słyszał: Zamknij się, nie rozumiesz ducha nowoczesności. I poszło.

Bandana powiedział wy synkowie nie wiecie co może prawdziwy mężczyzna, i jak można się poszarpać to wam przeszkadza. Zresztą jak się komuś nie podoba może nie przychodzić, ja tam zawsze chętnie się poszarpię. A Zielony wtórował, pewnie, bo do mnie to sami ciekawi ludzie przychodzą na turnieje a nie tylko te durne skórokopy.

Tylko jakoś nie potrafił zauważyć, że jak zdecydował organizować turniej w ramach ligi Szóstek Piłkarskich to jednak powinna być piłka nożna.

 

Jak wchodzę gdzieś, gdzie ludzie porozumiewają się poprzez stepowanie i popierdywanie to nie mówię, że to jest głupie, że to bez sensu. Akceptuję sytuację, podskakuję i popierduję i morda w kubeł. A jeśli uważam, że to bez sensu nie wchodzę w takie sytuacje.

Zasady są od tego żeby ich przestrzegać, jeśli ich nie akceptuję to słabo. Tego uczę w ramach zajęć dzieciaki. Oni to są w stanie zrozumieć. Szkoda, że z tego się wyrasta.

19:36, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 listopada 2013
WPIS EMOCJONALNY

We wpisie znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne o czym informuję aby osoby o większej wrażliwości pominęły go dla własnego dobra.

 

Dawno niczego tu nie pisałem, ale w związku z tym, że zacząłem sie trochę ruszać i ktoś zaproponował mi żebym wypierdalał z forum PMnO, zdecydowałem się coś tu napisać.

W pierwszej chwili miałem wrażenie, że chodzi raczej o merytorykę, ale tupiąc skromny, sobotni trening dotarło do mnie że nie w merytoryce rzecz się ma.

Jak mawia Mój Wielki Mistrz Duchowy każdy chuj ma swój strój. Kiedy dokładałem imprezę do klasyfikacji Pucharu, nie miałem wątpliwości, że to ja mam dostosować się do wymogów, a nie wymogi do moich pomysłów. Takie to może ciut faszystowskie, ale mam przekonanie, że wchodząc w jakieś miejsce mam się dostosować do panujących tam zasad. Albo nie wchodzę. Pchanie się gdzieś i robienie na siłę swojego uważam za absurd, egoizm, objawy głębokiego pępkowizmu.

Rzecz cała dotyczy Jaszczurów. Malo jako organizator zachowywał się wobec mnie zdecydowanie bardziej niż w porządku. Na imprezę nie dojechałem ze względu na sprawy rodzinne i technicznej strony oceniać nie będę. Chciałbym przyjrzeć się innemu zjawisku – jak organizator traktuje kogoś, kto zgłasza zastrzeżenie do imprezy (podobnie było w relacji Jacek Wieszaczewski – Wigor). Coś mu się nie podoba, Hiu nie podobała się pewna dowolność interpretacji jakichś szczegółów, Jackowi fakt, że długość trasy była nieregulaminowa. No i co? No i organizator zamiast zastanawiać się jak zmienić to na lepsze zajmuje się deprecjonowaniem uczestników (ze wsparciem innych uczestników zresztą). Jak ktoś nie zrozumiał, albo nie potrafił zobaczyć w metrowym kamieniu skały, to znaczy że jest głupi. To ja mam rację, to ja wiem jak to powinno być.

Jestem przekonany, że wejście w trop Jaszczurowy, to dla PMnO ślepa uliczka. Jestem przekonany że kierunek, najbardziej rozwojowy to „konwaliowa ścieżka” – trasy trudne nawigacyjnie i takie w których zabawa polega na znajdowaniu punktów na podstawie mapy, a nie rozwiązywaniu szarad i zastanawianiu się o który grób chodzi (abstrahując od sensu rozgrywania zawodów na cmentarzu). Orientacja polega na pokonywaniu przestrzeni, odnajdywaniu drogi z pomocą mapy. Dobra trasa, to taka na której praktycznie nie da się korzystać z dróg i punkty znajdują się na czytelnych elementach. Jest tyle świetnych imprez trudnych nawigacyjnie – jest Skorpion, DyMnO, Nawigator, Izerska Wyrypa.

Pierwszy raz uczestniczyłem w InO we wrześniu 1980 roku. Żeby wygrać trzeba było wiedzieć gdzie znajdują się pamiątki po Mieczysławie Orłowiczu. Sam nie wiem czy to bardziej przypomina mi Jaszczury, czy wspomnienie z jednego z rajdów na orientację, na którym uczestnicy na podstawie opisu wyznaczali położenie PK. W opisie były przelatujące samoloty, lampiony spadające z nich z uwzględnieniem prędkości wiatru, jakieś wybuchy i dywersanci biegnący z nimi w określonym kierunku. Kolejne zespoły brały opis. Mapę i siadały do kreślenia. Po półtorej godzinie pierwszy wyruszył do lasu, w jego skład wchodził profesor fizyki. Zabawne, ciekawe, tylko czy to ciągle jest orientacja i dla jak wielu osób to może być interesujące.

Jaszczury to fajne imprezy, a Malo to ciekawy, pełny entuzjazmu człowiek. Tyle, że jeśli Puchar ma się rozgrywać na Jaszczurze, to ja chyba wysiadam, jest to impreza z elementami orientacji a nie na orientację, bo jeśli potwierdzam punkt na złej tamie, to jest to stowarzysz, ale jeśli źle szacuję jej wysokość to mam punkty karne za źle wykonane zadanie specjalne, a to zupełnie inna sprawa.



12:40, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »