RSS
niedziela, 22 listopada 2015
POWOLI

Powoli, powoli wszystko zaczyna się porządkować. Przynajmniej w kwestii biegania. Za koleją, kolejny tydzień przebiegłem ciut ponad pięćdziesiąt kilometrów. Powiedzmy szczerze, przez pierwsze pięć dni wszystkiego 24. W czwartek i piątek nie wyczołgałem się na trening. Wykańczają mnie dojazdy, mam nadzieję, że najbliższy, to będzie już ostatni taki tydzień.

Z plusów dzisiaj przetupałem siedemnastkę po wydmach. Pogoda do bieganie wymarzona. Artur Lydiard twierdził, że prawdziwy trening można zacząć, kiedy zawodnik spokojnie wytrzymuje dwie godziny treningu i jest w stanie pokonać 200 m w czasie 30 s. Na to drugie raczej już nie liczę, ale dwie godziny to kwestia trzech tygodni i przeprowadzki.

Nauczyłem się cieszyć takim postępem, powracającą regularnością, dokładanymi kolejnymi minutami treningu. Nie jest to jedynie pozorny postęp.

Moje nowe miejsce do mieszkania będzie trochę gorsze do biegania i liczę, że dzięki temu nabiję więcej kilometrów, wiem, że to pozornie nielogiczne, ale tak jest.

Boję się nagłego spadku wagi, pogodziłem się z myślą, że stracę kilogramy po jakimś czasie, kiedy już złapię trochę siły.

No i nabrałem chęci do pisania, jeszcze nie aż tak, żeby wrócić do odłożonej książki, ale, znowu, to kwestia tygodni i będzie dobrze.



15:12, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2015
COMING OUT

Czyli odsłaniam karty.

W tym tygodniu przebiegłem 56 km. Wiem, żenada, ale to i tak dwa razy więcej niż w poprzednim i powoli zaczynam łapać regularność.

A teraz obwieszczone wszem i wobec odsłanianie kart. W nadchodzącym sezonie wystartuję w następujących imprezach

Bieg Wedla (planowany czas 40 minut)

Półmaraton Warszawski (1.30)

Bieg STO-nogi (40)

Maraton Warszawski (3.10)

Jak coś się jeszcze trafi to może polecę.

Ale przede wszystkim będzie to rok pięćdziesiątek. Czyli minimum 8-9 startów, z priorytetem Mistrzostwa Polski, ale także Skorpion, RDS, ZaDyMnO (jeśli będzie), Nawigator, Mazurskie Tropy i mam nadzieję, że jakaś fajna impreza będzie 4 czerwca. Co tam jeszcze zobaczymy.

I tak na bieżąco

Cortazar pisał o takich chwilach, że są poza czasem. Mnie się to przytrafiło dzisiaj około południa. Biegałem w deszczu, lubię takie bieganie, choćby, dlatego, że spotykam wtedy mniej ludzi z luzem puszczonymi psami. Ale takie bieganie sprawia, że dookoła mnie robi się cicho.

Słyszałem krople deszczu spadające na liście i czasem w oddali dźwięki świata ludzi. Czułem, że sam jestem poza tym światem, że jestem przez ten krótki czas zupełnie osobnym bytem, między kroplami, liśćmi, oddechem i ciszą.

Byłem we wspomnieniach. Fizycznie i myślami wracałem do miejsc, w których byłem lata temu, uświadamiałem sobie jak dawno temu wydarzały się ważne dla mnie rzeczy. Fizycznie to jakby się biegło, jak bym nie wkładał w bieg wysiłku. Przewijałem wstęgę ścieżek i wspomnień. Obrazy, dźwięki zapachy, rzeczywiste i odległe w czasie przenikały się.

A później wróciłem do tu i teraz, tak w pełni tu i teraz i poczułem, że będzie mi z niektórymi rzeczami ciężko, ale jestem szczęśliwy.



15:49, wojtek_wanat
Link Komentarze (2) »