RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
W LESIE

Bieganie jest super, szczególnie w lesie. W ciszy w samotności z biegiem różnych myśli. Las jest super.

Wczoraj udało mi się po dłuższym czasie udało mi się dotoczyć do lasu. I był to moment, w którym miałem ochotę krzyczeć z radości.

Poleciałem sobie przez Las Bielański, jeszcze w miarę wcześnie, ciut po dziesiątej nie musiałem się przeciskać. Dalej był droga czy ścieżka nad Wisłą. Lubię ją jesienią i zimą, kiedy jest tam mniej ludzi, wczoraj trochę osób się tam kręciło. Dwa kroki przez Park Młociński, krótka refleksja: kiedy powstała tam pierwsza mapa do BnO nazywała się „To nie jest Park Skaryszewski”, przeskok przez ruchliwą ulicę i jestem. Droga, ścieżka, cisza, to znaczy ptaki zagłuszają ciszę, ale jest OK. Jasne, nie aż tak, żeby żadnego dźwięku cywilizacji, ale jak na moje standardy super. I ten czas, kiedy spokojnie byłem ze sobą, ze swoimi myślami, ale i z zapachem wiosny, z radością.

A później trzeba było wrócić do rzeczywistości. Obok huty, przez Wrzeciono, później przez Las Bielański w sumie na słabnących nogach. I toczyłem się spokojnie do domu. W tym momencie już w sporym ruchu, bo było już prawie południe.

Cieszy mnie, że kolejny raz poleciałem około dwóch godzin, to mnie nieźle wzmacnia, w sensie wzmacnia moją głowę. No i miałem czas poukładać sobie w głowie to i owo. Ale to już na innym blogu.



08:08, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
PO WEKENDZIE

To był ciekawy weekend, szczególnie dla tych, którzy interesują się bieganiem na poziomie wyczynowym. Biegali w Szczawnicy, Londynie Krakowie i Warszawie. Działo się, choć, to, co dla mnie najciekawsze pewnie rozchodzi się z zainteresowaniami innych. I niestety będzie ciut politycznie, ale zaznaczę.

No, więc Szczawnica, różne biegi, których nazw nie pamiętam i jak dla mnie największa radość to fakt, że Maciek Więcek wrócił i zajął drugie miejsce na najdłuższej trasie. Macie jak to Maciek, nie będzie się rozdrabniał na jakieś spacerki na dystansie około maratońskie. Mam dla niego ogromnie dużo sympatii i szacunku.

W ramach Mistrzostw Polski na długim dystansie wygrali Edyta Lewandowska i Marcin Świerc. Otwartym pozostaje pytanie, kiedy w biegach górskich pojawią się na tyle duże pieniądze, że i tam zaczną się ścigać czarni a my: mieszkańcy Europy i Ameryki Północnej będziemy robili frekwencję. Pytanie generuje coraz częstszy transfer z bieżni i ulicy w góry.

W Londynie polecieli niby po rekordy, ale coś nie wyszło. Bekele zszedł z trasy Kipnoge pobiegł wolniej niż na torze Monza a Mo był trzeci. U kobiet miał być rekord z udziałem męskich pacemakerów, ale go nie było.

No i było pojedynek Kraków vs Orlen w maratonie. W Warszawie w ramach Narodowego Święta Biegania odbyły się Mistrzostwa Polski i wygrał mój faworyt. Yared kolejny raz udowadnia, że ma jaja, kolejny raz podnosi się po dramacie, może nie aż takim, jak praca w Londynie, ale to, co mu się przytrafiło na igrzyskach wielu by położyło. Był szósty w generalce z przyzwoitym wynikiem w niełatwych przecież warunkach.

Polećmy po święcie. Reklamowali się, jako największa impreza biegowa w Polsce, nawiasem dodając, że chodzi im o liczbę wszystkich uczestników. Sprawdziłem dane z zeszłego roku, dodałem dychę i maraton i ciągle wyszło, że w Biegu Niepodległości w Warszawie w sumie poległo więcej uczestników.

Zaczyna się politycznie

Swoją drogą to trzeba mieć ogromne zdolności. Mają ogromny budżet, możliwości zrobienia w zasadzie czegokolwiek i w ciągu trzech lat, jak raz wtedy, kiedy Orlenem zarządza PiS frekwencja spada z 7300 do niespełna 4500. Organizują imprezę tak jak zarządzają krajem.

Koniec polityki.

Mnie osobiście to, że w tym roku Orlen ma poważne szanse na pozycję numer pięć, jeśli chodzi o liczbę zawodników na mecie cieszy z kilku powodów. Mniej w kwietniu to pewna szansa na więcej we wrześniu. Na liście Maratonu Warszawskiego jest już prawie cztery tysiące osób. Nawet Wasyl się zgłosił a ja już zebrałem 5 zł (słownie pięć) i jak ktoś ma ochotę to może coś wpłacić.

Cieszy mnie regres Orlenu, bo oznacza, że kasa to nie wszystko. Że ciężka konsekwentna praca, jaką wykonywali, orgowie w Krakowie okazała się bardziej cenna i wartościowa niż pieniądze dużego koncernu. I w Krakowie, mimo trudnej konkurencji ciut przybyło, kilkanaście osób, ale zawsze.

A ja sobie poleciałem długie wybieganie, takie ponad dwie godziny, udało mi się nie polecieć z absurdalnie wysokim tętnem (średnio wyszło 144) i teraz mam trzy tygodnie, w których nie muszę zrywać się bladym świtem, więc i pobiegać mogę

09:16, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »