RSS
poniedziałek, 21 maja 2018
LEKKOŚĆ

Lubię te swoje soboty. Wtedy z zasady biegam, coś szybszego, przynajmniej jak na mnie teraz.

Ostatnimi czasy poza tradycyjnym niedzielnym dłuższym bieganiem, tak ciut nad dwie godziny w tempie padaki biegłem odcinki. Też nędzne, ale zawsze. Trzy minuty z przerwą minuta albo minuta z przerwą trzydzieści sekund. W soboty bywał to raczej dłuższy interwał, tak było do poprzedniej soboty. Sam nie bardzo pamiętam, czemu, ale zamiast interwałów zacząłem lecieć drugi zakres i spodobało mi się n tyle, że w kolejnym tygodniu powtórzyłem eksperyment.

Tyle, że tym razem z pełną świadomością, co będę robił poleciałem nad Jeziorko Czerniakowskie. N miękkim tempo leci 20 – 30 sekund n kilometrze w dół to i tempo mimo wysokiego tętna spadło. Ale tak czy inaczej było git i generalnie super.

I są to takie rzeczy, które mnie budują.

Bywa, że spadają mi spodnie i dziurek w pasku brak. No i cycki mi nie latają jak schodzę po schodach.

Orając ponad dwie godziny nie ciągnę już za sobą nóg, fakt, tankuję po drodze i to trochę pomaga.

W zeszłym tygodniu wyszedłem sześć razy, owszem, jak to mówi R na dwa kółka dookoła bloku, ale zawsze.

I zaczynam jak był zwykł mawiać jeden z moich trenerów biegać a nie truchtać. Jego motto brzmiało jak biegasz, to biegaj, a nie truchtaj.

Powoli wracam do takiej fantastycznej lekkości, do momentu, kiedy „się biegnie”, samo się biegnie. Kiedy nie ma wysiłku, jest lekkość i mam ochotę krzyczeć z radości.

Nie pamiętam jak dawno biegałem tak długie treningi, ważyłem tak mało. Fakt w zeszłym tygodniu zagapiłem się, zjadłem jabłko i przytyłem 20 deka, ale zachowałem na tyle dużo zdrowego rozsądku, żeby poprzestać na jednym i nie poleciałem w górę o kilo.

I wiem, że to wszystko mało i czasem wracam do niegdysiejszej lekkości biegu. Ale zaczynam wierzyć, że to może wrócić.

17:49, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 maja 2018
NOC

Zbieram się z tym wpisem od tygodni. Czemu zabrałem się kurt teraz? Jest znowu niedziel i mm wyjść na długie wybieganie. Jak wyjdę później z całą pewności nie zmarznę. Bieg się przede wszystkim głową. Nogi to tylko takie narośle, które pomagają się przemieszczać.

To przychodzi do mnie ostatnio coraz rzadziej, tak rzadko, że się od tego odzwyczaiłem. I tydzień temu tak się obudziłem, po średnio przespanej nocy i z jednej strony miałem zdecydowanie mniej czasu a z drugiej wyłaziłem n trening z przekonaniem, że to, co zrobię jest absolutnie nieważne. Że to całe biegnie na nic.

I tak sobie wyszedłem a w uszach tłukła mi się jedna piosenka Stachury, którą kiedyś słyszałem kiedyś w wykonaniu Macieja Gałązki, tu jest w innym, ale nie gorszym. Tak mi się tłukło w głowie, kiedy ruszą dla mnie i tłukłem te kilometry bez ładu i składu.

I wracały mi różne myśli i świadomość, że trudno mi nabiegać cokolwiek, a już zakładane ponad dwie godziny to z całą pewnością nie. W pierwszej chwili oszacowałem się na siódemkę (w km) później dychę.

Z czasem zmieniała mi się muzyka w głowie i jakoś tak robiło się w niej jaśniej. Nie żeby jakoś bardzo jasno. Z głębokiej, pardon, dupy przeniosłem się do ciemnej piwnicy. Ale postęp jest tak czy inaczej znaczący.

W głowie już miałem inną muzykę a w sercu ciut, troszeczkę wiary i sporo nadziei. I te drobne siedemnaście kilometrów. Kilometrów walki, gdzie pierwsze minuty to była walka o każdy kolejny krok dały mi ogromnie dużo siły.

 

 

10:28, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2018
BIEG NARODOWY

Był taki bieg, o którym głośno było sporo przed Samym biegiem a i pop nim też było nieźle. To Bieg Konstytucji w Skarżysku Kamiennej.

Przed trochę szumu sprawiło, że organizator przewidział nagrody finansowe tylko dla osób jedynej słusznej narodowości. Biorąc pod uwagę, co miała upamiętniać impreza wydzielenie jedynej nacji beneficjentów wydaje się celnym strzałem w kolano. Była to przecież Rzeczpospolita Obojga Narodów, a w rzeczywistości znacznie więcej niż obojga. Ale kto bogatemu zabroni nagradzać jedynie wykonawców disco polo?

Regulamin był, jaki był i nieszczęśliwie przyjechał zawodnik ze słonecznej Afryki, zgłosił się wcześniej, jako zawodnik anonimowy, co w moim osobistym odczuciu budzi wątpliwości. Jako, że w Afryce biegają z zasady szybciej, to i w Skarżysku mocno opalony przybiegł pierwszy. Ale, kiedy okazało się, że tak czy inaczej z kasy nici zrezygnował z wejścia na podium. Dalej było tylko lepiej.

Organizator zdyskwalifikował biegacza. Za co nie wiem. Drugi na mecie stwierdził, że w sumie to podoba mu się taki zapis w regulaminie. Specjalnie się nie dziwię, bo lepiej przytulić więcej kaski bez zapierniczania na treningach.

I tu pojawia się pytanie, co taka sytuacja robi mnie – szaremu biegaczowi?

Pierwsze to tak czy inaczej nie mam zamiaru startować w biegu, w którym istnieje zapis ograniczający wypłaty dla obcokrajowców. Zwyczajnie mnie to brzydzi. Ważniejsza jest jednak druga część zdarzenia. Bo jeśli organizator zdyskwalifikował biegacza za odmowę wejścia na podium to czy w przyszłym roku to samo może spotkać kogoś w koszulce z napisem „wszyscy jesteśmy murzynami” a za dwa osobę o głupim wyrazie twarzy?

Dlatego, mimo, że w Skarżysku wszystkich nakarmiono, napojono, czas pomierzono to bieg był na miarę klasy organizatorów (175 osób na mecie) I takiej frekwencji życzę im na kolejnych narodowo - radykalnych biegach.

16:27, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2018
EKSTAZA

Kolejny tydzień mi się za chwilę skończy. Poniżej pierwotnych oczekiwań, ale to chyba lepiej. Nie zajechałem się i mam siłę na kolejny. Później będzie trudniej zaczynam cykl a to oznacza ranne wstawanie. Wróciło do mnie pytanie, po co mi odcinki?

Od czasu do czasu, tak między dwa a cztery razy w tygodniu, przy czym cztery to ekstremum biegam interwały. I tak się zastanawiałem, na co mi to? W sumie to ciut już jestem na to za stary, tempo nogi nie urywa, powoli wchodzę na tych odcinkach w sensowne tętna, ale w porównaniu, z tym, co kiedyś to jest dennie. Ciągle wraca to w porównaniu, trudno przed tym uciec.

Co mnie tak ciągnie do odcinków? Jacek Hugo – Bader, chyba on właśnie, powiedział, że lubi się złachać, tak upodlić bieganiem. Doprowadzić do sytuacji, kiedy już zupełnie nie ma sił. Mnie częściej to dopada, kiedy lecę, na ten czas jedyne dłuższe wybieganie w tygodniu. Dochodzę do swojej granicy i cierpię. Chociaż interwały też są niezłe. Ale jest w nich coś, co mnie bardziej pociąga.

Konieczność pełnego resetu. Muszę się całkiem wyłączyć, cały skupić na biegu, na nogach, płucach, sercu. Mniej na kontroli parametrów, bardziej na kontroli organizmu, na słuchaniu siebie. To nie jest to komfortowe tupanie, kiedy się myśli. Dokładnie się biegnie, samo się biegnie i powoli sączy się myśli. Tu czuję pełne wyłączenie.

No i nawet teraz, niezbyt często, ale jednak czuję ogromną radość z biegania. Coś, co miewałem nawet w maratonie, takie uniesienie, radość wolność. Poczucie, że bieg odbywa się bez wysiłku, jest szybkim przemieszczaniem się lotem. Jest czystą radością.

A jutro złacham się jak szmata na długim jak na mnie tu i teraz wybieganiu. Długim i wolnym, bardzo wolnym. Ale i to przyjmuję z radością. Bo każdy nowy dzień, każdy kolejny bieg jest darem. A za dary jestem wdzięczny.

18:54, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »