RSS
wtorek, 15 lipca 2014
SŁONINA

Kilka lat temu w papierowym Bieganiu był mój tekst Silni Słoniną. O tym, że można budować siłę w taki sposób, że najpierw nabieramy nieco, nie za dużo wagi a później po kilku miesiącach bieganie zrzucamy nadmiar kilogramów i po zrzuceniu "plecaczka" mamy nadmiar siły.

Teraz jestem na podobnej ścieżce (BMI momentami ponad 26), siła może i przyrosła, tyle, że moje komórki tłuszczowe chyba mnie polubiły....

10:42, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 lipca 2014
KIEDY NIE BIEGAM

Ostatnio, pod wpływem rozmowy z jednym z kolegów zacząłem zastanawiać się ile właściwie biegam, kiedy nie biegam?

Wracanie do biegania jest trudne. Choćby dlatego, że lata lecą i co kiedyś mogłem, teraz już nie zawsze może być realne. Może to raczej kwestia brzucha, niż lat, ale tę kwestię zostawmy na boku.

To moje wracanie do biegania, takie w rytmie disco - dwa do przodu, jeden do tyłu - trwa i trwa. W zasadzie trudno powiedzieć, żeby wrócił, co poganiam ze dwa tygodnie, to później jakoś tak wychodzi, że nie ma jak, kiedy i w sumie buty wracają na chwilę do szafki, siedzą tam grzecznie z tydzień i znowu.

Na pytanie ile biegam teraz, zgodnie z przekonaniem odpowiedziałem, że właściwie to nie biegam. Ale po chwili refleksji dotarło do mnie. Jak nie biegam, to biegam po jakieś 50 - 60 km w tygodniu. Jasne, bez jakichś intensywnych form, bez siły i generalnie tak sanitarnie. Ale coś się ruszam.

To czemu mam takie przekonanie że nic nie robię? Ano najprawdopodobniej dlatego, że widzę jak daleko jestem od tego co robiłem dwa - trzy lata temu. Niby mogę wcisnąć kołek w usta i robić swoje. Świetny pomysł.

Ale chyba najpierw się wyśpię.

11:18, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2014
PROFESJONALIZM KONTRA DOBRE CHĘCI

Co jest ważniejsze w organizacji biegu – głęboki profesjonalizm, czy może zapała dobre chęci. Byłem ostatnio na dwóch biegach, jeden organizował super hiper, mega profesjonalny klub Triathlon Rawa, drugi Koło Gospodyń Wiejskich z Lesznowoli (koło Grójca). Popatrzmy, kto górą.

Do Rawy decydowaliśmy się pojechać w ostatniej chwili. Okazało się, że w dniu, w którym odbywa się Podkowiańska Dycha pracujemy, z wielu biegów wybraliśmy ten, bo lubimy klimat biegów w małych miejscowościach. Wysłałem maila z kilkoma pytaniami, na który nie dostałem odpowiedzi i pojechaliśmy. Bieg był zorganizowany. I tyle dobrego można o nim napisać. Organizator nie spełnił podstawowych wymogów prawnych. Nie było oświadczeń o stanie zdrowia, które ma obowiązek zbierać (był za to przypadek zasłabnięcia). Nie było też zgody na zbieranie danych osobowych (organizator nie wiedział, że to, co robił było gromadzeniem danych), dzieciaki biegały bez pisemnej zgody rodziców (ona też jest ustawowym wymogiem). Trasa biegów dziecięcych nie była zabezpieczona, organizator nie wiedział ilu jest uczestników tych biegów, a biorąc pod uwagę, że większość trasy była niewidoczna dziwne, że nic się nie wydarzyło. Albo nic o tym nie wiadomo.

Bieg dla dorosłych odbywał się na trasie w stylu dwa razy tam i z powrotem, po wąskim chodniku. Do przypadku zasłabnięcia karetka dojechała po jakimś czasie, biegacze musieli uciekać z trasy, żeby umożliwić jej dotarcie. Cała trasę zabezpieczało dwoje wolontariuszy. Na koniec organizator odpuścił sobie nagradzanie kobiet na dystansie około 5 km, oraz publikowanie wyników na 10 km, wychodząc najwyraźniej z założenia, że nie obowiązują go zasady, które sam ustalił i wpisał w regulamin. Pewnie żadna z koleżanek się nie załapała. Wyszedł także z założenia, że jak ktoś chce znać swój wynik to sam sobie może zmierzyć a porównywać siebie warto ze sobą, a nie z innymi. Za to wyniki na 5 km, jak bardziej są, być może nie wszystkich zawodników na tym dystansie stać na zegarek? Dla wolniejszych biegaczy zabrało też na mecie wody, ale w końcu nikt im nie kazał tak się wlec.

Kiedy usiłowałem coś do Pana Organizatora powiedzieć, oddając puchar za miejsce klasyfikacji wiekowej, ten odwrócił się do mnie tyłkiem (dość zresztą paskudnym) i poszedł. Skwitowałem to grubszym słowem. Na maila z krytycznymi uwagami dostałem ironiczną odpowiedź, potwierdzającą zresztą, że Panowie Profesjonaliści nie znają prawa dotyczącego organizacji imprez sportowych.

A gospodynie wiejskie? Kiedy na dwa dni przed imprezą napisałem maila, odpowiedź dostałem po ośmiu godzinach z przeprosinami, że tak późno. A później, wszystko dopięte i zgodne z prawem, trasa ładna i świetnie zabezpieczona, wszystko jak w zegarku. Wyniki praktycznie od ręki w Internecie. I jeszcze piękny festyn, bo jak raz wieś obchodziła sześćsetlecie. Kiedy chwilę rozmawiałem z organizatorem, ten chętnie posłuchał, co nam się nie podobało (medale mogłyby być inne, zrobione ręcznie przez gospodynie)

Jakie to dziwne, kiedy impreza jest super nie bardzo jest, o czym pisać. Gdybym jeszcze miał, chociaż tyle zdrowia, co w Rawie, a tak poległem. Mam nadzieję, że za rok będę mógł się znowu zmierzyć z trasą w Lesznowoli. Nawet, jeśli nie będzie pokazu zumby w wykonaniu gospodyń.

Dwie refleksje. Jak napisał Szanowny Pan Organizator biegu w Rawie, nikt nie musi tam przyjeżdżać, co wezmę sobie do serca i innym to radzę. Po drugie, jak by się taka gospodyni wiejska odwróciła do mnie tyłem, to by było, na co popatrzeć, ale one mają tyle serca, że zagoniły swoich chłopów do roboty i nie wyobrażam sobie, żeby tam ktoś mnie tak potraktował.

Jest też coś pozytywnego, co mam po biegu w Rawie - nie sądzę, żebym trafił kiedyś na gorszy bieg. Bo błędy mogą się zdarzać, błędy muszą się pojawiać. Ale aż takiej pogardy dla ludzi nigdzie nie spotkam.