RSS
wtorek, 30 sierpnia 2011
Nowy Rok

Wkraczam oto w nowy rok. Ostatnie miesiące to była jakaś żenada. Ani treningu ani przygotowania do startów.  Odcinałem kupony od tego co wypracowałem od października do stycznia i tyle. I kiedy już przeczołgałem się przez Nawigatora i poczułem że moja prawa stopa (kostka) jest nie do użytku stwierdziłem dość. Czas zacząć wszystko od nowa. I zaczynam.

Jestem już wymierającym gatunkiem.  Mam przekonanie że trzeba powoli budować kolejne fazy treningu i zanim zacznę biegać coś żywszego, najpierw muszę wyprodukować dość mitochondriów, wybudować sporo wytrzymałości ogólnej. I zaczynam. Od spokojnych treningów, od tupania z nogi na nogę, nawet niezbyt szybko. I mam nadzieję że uda mi się choć kilka miesięcy wytrwać w postanowieniu pracy nad mięśniami brzucha i może nawet trochę siły zrobię.

Starty – tak, jak najbardziej, Trudy, Tułacz i Funex. Jeśli uda mi się uniknąć Nocnej Masakry, będę szczęśliwy. Nie żebym nie lubił Wigora. Jego poczucie humoru i podejście do imprez jest swoiste, a w moich ustach (na mojej klawiaturze?) to raczej komplement. Doświadczeniem granicznym może być dla mnie Maraton Warszawski. Dzień po pięćdziesiątce, z lekka wbijające w glebę. Ale w zeszłym roku powiedziałem sobie że z całą pewnością mnie tam nie zabraknie, że choćbym miał bokiem, albo na czworakach to przelezę. I wykrakałem.

Jak coś nabiegam to się pochwalę, na ten czas mam 40 km w nowym sezonie.

I jeszcze jedno - w poniedziałek rano waga pokazała 76, a ma tendencje do zaniżania.



17:13, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
POKORA CZYLI NAWIGATOR

Jednym z podstawowych elementów nowicjatu jest pokora. Ważne jest oczywiście także wyrzeczenie i wyciszenie, ale gdyby spojrzeć na to tak na metapoziomie to są one w jakiś sposób wpisane w pokorę. Na Nawigatorze miałem okazję przećwiczyć pokorę i zobaczyć jak wiele pokory mają w sobie wielcy.

Mój nauczyciel matematyki w liceum powtarzał że kiedy spotykają się dwie osoby kulturalne jedna coś proponuje, druga odmawia. Dlatego kiedy Tomek Radomiński zaproponował że jego córka i żona mogą zaopiekować się naszymi robalami stwierdziliśmy że to miłe. Ale po pierwsze nie jest to łatwe zadanie, a jest jeszcze kwestia psa. Udało nam się namówić sąsiadkę i ona dzielnie przetrwała kilka godzin z tą całą menażerią.

Jaki był tegoroczny Nawigator? Wbrew zapowiedziom Tomka nie był łatwy. Trudność nawigacyjna była być może nierówna, ale to akurat bywa zgubne – po kilku kilometrach w miarę łatwej nawigacji zaczynają się schody i łatwo jest pójść w maliny. Nawet jeśli punkty były w miarę proste to na kilku przebiegach było gdzie się zakręcić. Przebiegi na punkty trzeci, czwarty, trzynasty i siedemnasty stawiały pewien opór. Łatwo nie było

Gdzieś indziej przyszła na mnie jednak lekcja pokory – tak od czterdziestego kilometra noga przestała podawać. Czy to dlatego że jestem teraz zupełnie bez formy – bo ani szybkości, ani wytrzymałości nie mam. Nawet kiedy już wytoczyliśmy się na krajową dwójkę (taką drogę, dużo samochodów po niej jeździ) toczyłem się i podchodziłem kawałkami. I było mi wszystko jedno – przebiegną, wyprzedzą, wdepczą w kostkę Bauma. Mnie tam wszystko jedno. Taka znakomita lekcja własnej ograniczoności, słabości. Nie wiem jak bym dał radę bez Kasi.

Byłem też pod wrażeniem pokory Maćka Więcka. Zaczął mnie podpytywać o trening. On mnie – a przecież to on jest znakomitym biegaczem ultra, on był drugi na Rzeźniku i przerywszy przetoczył się z Częstochowy do Krakowa. Co ja tam wiem o treningu ultra? I mam wrażenie że jego wielkość jest właśnie w pokorze. W tym że oboje z Sabiną są sympatycznymi, skromnymi ludźmi. I starają się uczyć, choćby i ode mnie.

Poza tym Nawigator to przede wszystkim ogromnie dużo serca włożonego w organizację, ciepło, życzliwość. I coś czego nie widziałem na innych takich imprezach – ślad kobiecej ręki. Dlatego warto przyjechać do Mińska. Dlatego że każdy jest tam serdecznie witanym gościem. Ten pierwszy i ten ostatni.



13:23, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »