RSS
czwartek, 17 marca 2016
TEORIA WZGLĘDNOŚCI

Kilka lat temu na pytanie - po co właściwie biegniesz Półmaraton Warszawski, odpowiedziałem - bo wreszcie chcę pobiec coś szybkiego.

Teraz na podobne pytanie odpowiem - bo chcę pobiec coś długiego. Jak to wszystko się zmienia.

Trudno jest wrócić do regularnego biegania, szybkiego i intensywnego, bo ciągle mam wrażenie, że takie treningi biegałem mając dwanaście lat. TYle, że nie jest to żadna sztuka zrobić coś, co jest łatwe.

Wpis o długości przeciętnego treningu. Mam nadzieję, że wszystko będzie mi się wydłużać i nabierać treści.

19:21, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 lutego 2016
WARUNKI GRANICZNE

Chętnie pojadę na RDS, choćby dlatego, że robi go Sam Pan Kierownik. Jest kilka "ale"

Jaki jest sens jechania na imprezę, na której przy superdobrych wiatrach dotoczę się do mety? I co w związku z tym w kontekście najbliższych trzech tygodni?

Pojadę do Nowej Sarzyny jeżeli:

- Na wadze pojawi mi się siódemka z przodu.

- W tygodniu kończącym się 13 marca przebiegnę minimum 100 km.

I to chyba na tyle.

08:14, wojtek_wanat
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 listopada 2015
POWOLI

Powoli, powoli wszystko zaczyna się porządkować. Przynajmniej w kwestii biegania. Za koleją, kolejny tydzień przebiegłem ciut ponad pięćdziesiąt kilometrów. Powiedzmy szczerze, przez pierwsze pięć dni wszystkiego 24. W czwartek i piątek nie wyczołgałem się na trening. Wykańczają mnie dojazdy, mam nadzieję, że najbliższy, to będzie już ostatni taki tydzień.

Z plusów dzisiaj przetupałem siedemnastkę po wydmach. Pogoda do bieganie wymarzona. Artur Lydiard twierdził, że prawdziwy trening można zacząć, kiedy zawodnik spokojnie wytrzymuje dwie godziny treningu i jest w stanie pokonać 200 m w czasie 30 s. Na to drugie raczej już nie liczę, ale dwie godziny to kwestia trzech tygodni i przeprowadzki.

Nauczyłem się cieszyć takim postępem, powracającą regularnością, dokładanymi kolejnymi minutami treningu. Nie jest to jedynie pozorny postęp.

Moje nowe miejsce do mieszkania będzie trochę gorsze do biegania i liczę, że dzięki temu nabiję więcej kilometrów, wiem, że to pozornie nielogiczne, ale tak jest.

Boję się nagłego spadku wagi, pogodziłem się z myślą, że stracę kilogramy po jakimś czasie, kiedy już złapię trochę siły.

No i nabrałem chęci do pisania, jeszcze nie aż tak, żeby wrócić do odłożonej książki, ale, znowu, to kwestia tygodni i będzie dobrze.



15:12, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2015
COMING OUT

Czyli odsłaniam karty.

W tym tygodniu przebiegłem 56 km. Wiem, żenada, ale to i tak dwa razy więcej niż w poprzednim i powoli zaczynam łapać regularność.

A teraz obwieszczone wszem i wobec odsłanianie kart. W nadchodzącym sezonie wystartuję w następujących imprezach

Bieg Wedla (planowany czas 40 minut)

Półmaraton Warszawski (1.30)

Bieg STO-nogi (40)

Maraton Warszawski (3.10)

Jak coś się jeszcze trafi to może polecę.

Ale przede wszystkim będzie to rok pięćdziesiątek. Czyli minimum 8-9 startów, z priorytetem Mistrzostwa Polski, ale także Skorpion, RDS, ZaDyMnO (jeśli będzie), Nawigator, Mazurskie Tropy i mam nadzieję, że jakaś fajna impreza będzie 4 czerwca. Co tam jeszcze zobaczymy.

I tak na bieżąco

Cortazar pisał o takich chwilach, że są poza czasem. Mnie się to przytrafiło dzisiaj około południa. Biegałem w deszczu, lubię takie bieganie, choćby, dlatego, że spotykam wtedy mniej ludzi z luzem puszczonymi psami. Ale takie bieganie sprawia, że dookoła mnie robi się cicho.

Słyszałem krople deszczu spadające na liście i czasem w oddali dźwięki świata ludzi. Czułem, że sam jestem poza tym światem, że jestem przez ten krótki czas zupełnie osobnym bytem, między kroplami, liśćmi, oddechem i ciszą.

Byłem we wspomnieniach. Fizycznie i myślami wracałem do miejsc, w których byłem lata temu, uświadamiałem sobie jak dawno temu wydarzały się ważne dla mnie rzeczy. Fizycznie to jakby się biegło, jak bym nie wkładał w bieg wysiłku. Przewijałem wstęgę ścieżek i wspomnień. Obrazy, dźwięki zapachy, rzeczywiste i odległe w czasie przenikały się.

A później wróciłem do tu i teraz, tak w pełni tu i teraz i poczułem, że będzie mi z niektórymi rzeczami ciężko, ale jestem szczęśliwy.



15:49, wojtek_wanat
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lipca 2015
Dziury

Dziurawe straszliwie to moje pisanie. Dziurawe okropnie to moje bieganie. Co tu skutkiem, co przyczyną? A może przyczyną jest coś jeszcze?

Dobrze tak sobie ponarzekać, od razu mi lepiej. Może dobrze nie biegać, to i mam na co narzekać.



14:58, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lipca 2015
Zazdroszczę

Zazdroszczę, zwyczajnie zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie łączą pracę, rodzinę i bieganie. Kolejny tydzień mija z postanowieniem, że w weekend znowu zacznę.

W zeszłym tygodniu przebiegłem może z 10 kilometrów (słownie dziesięć). W tym dokładnie 0 (zero), ale jest jeszcze magiczny weekend i kto wie może w sumie wyjdzie jakieś dwadzieścia.

Dlaczego? Co takiego dziej się w mojej głowie, że budzę się bladym świtem, co o tej porze roku wypada bardzo wcześnie i nie jestem w stanie zebrać się na trening? Wiem, ale nie powiem. Wiem także, że zdecydowana zmiana tego stanu zmniejszy od razu moje pozabiegowe kłopoty. Tak to działa, tak działało zimą.

Miałem plan, żeby w Warszawie polecieć gdzieś w okolicach 3.10. Zostało niecałe trzy miesiące, ile można w tym czasie wypracować? Co prawda nie mam wytrzymałości ale za to mam spore braki jeśli chodzi o wytrzymałość ogólną. No siła biegowa to tylko wspomnienie. Za to znam trasę, i jest pod wieloma względami super. Przypomina tu i tam tę z 1995, kiedy zabrakło mi półtorej minuty do trójki. I co tam, pierwsze śliwki robaczywi, ruszam z treningiem i ile bym nie nabiegał, będę szczęśliwy. Bo kolejny raz u słyszeć Sen o Warszawie stojąc na starcie w wielotysięcznym tłumie to coś co mi się śni.



15:14, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
TAK MNIE KORCI

Tak mnie korci, żeby coś tu napisać, ale chyba jeszcze nie czas.

18:41, wojtek_wanat
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 grudnia 2014
NA CZTERECH

To jedna z rzeczy, które wydają się być oczywiste – człowiek stoi na czterech nogach. Będąc biegaczem, przede wszystkim jestem jednak człowiekiem. I to, w jakim stanie są wszystkie moje nogi przekłada się na mój trening.

To, że na czterech nogach, nie oznacza, że jestem pijany, wiem za chwilę Sylwester, ale nie w tym rzecz. Każdy z nas opiera się na czterech, nazwijmy to filarach, lepiej zabrzmi. Te filary to fizyczność (zdrowy – chory, fizycznie) to emocje, intelekt i duchowość. Wiele osób wstawia tu relacje społeczne zamiast duchowości. Jak dla mnie społeczne funkcjonowanie to efekt tego jak bardzo mocne są cztery filary. A duchowość jest jednym z elementów sprawiających, że stajemy się ludźmi. Uciekamy przed duchowością, bo świadomość jej wagi nas, jako formację kulturową nas boli.

Te filary na siebie wpływają. Jeśli mam kłopoty z emocjami, często mam kłopoty nawet nie z realizacją treningu, ale zwyczajnie z wyjściem na rzeczony trening. W granicznym przypadku, depresji nie wyłażę z łóżka a trening to szczyt możliwości ukryty w chmurach. Dlatego cieszę się, że przez pierwsze trzy tygodnie grudnia przebiegłem ze dwieście kilometrów i rozpędzam się już prawie do tempa 5 min/ km (słownie pięć na kilometr). I moje mięśnie zaczynają mieć ciut elastyczności. Cieszę się, bo jest to ewidentnie efekt ciężkiej pracy z moimi emocjami. I tego trzeba się trzymać.

Zamiast walczyć z poczuciem winy (znowu się nie udało, wczoraj coś zatrzymało mnie w domu), widzę, ile wygrałem, ile razy przełamałem to, co zatrzymuje mnie w domu. Zyskuję z każdym przebiegniętym kilometrem. Każda minuta, godzina w lesie daje mi dodatkową siłę. Każdy dzień treningowy to wielka wartość do zapisania po stronie „ma”.

Na ten czas nie widzę specjalnie warunków do poprawiania życiówek do startów w pięćdziesiątkach. Polecę kilka dyszek, może nawet połówkę w Warszawie i tyle mojego. Ważne, że ciągle żyję. Jak pisał poeta „dopóki się żyje trzeba grać, trzeba prowadzić swoją kartotekę”



06:24, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 września 2014
NARESZCIE

Wstałem rano. Bardzo rano. Właściwie to w środku nocy - o trzeciej i tyrałem nad książką do szóstej. I pierwszy raz od miesięcy czułem radość. Chciało mi się krzyczeć ze szczęścia, z radości, jaka pojawia się przy bieganiu.

A później machnąłem kilka godzin zajęć, popracowałem jeszcze nad korektą, zebrałem trochę podpisów w związku z wyborami i czekam na jutrzejszy ranek. Jest świetnie, przynajmniej jeśli chodzi o bieganie.

21:20, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 września 2014
I PO SEZONIE

W zeszłym tygodniu przebiegłem ponad 110 km. Ale waga pokazuje ciągle ponad 80. trzeba pomyśleć o przyszłym roku. jak przebiegnę do końca roku jakieś 2000 pogadamy.

A na ten czas polecę jeszcze biegi z cyklu Wolno po Woli. I tyle moich startów. No chyba, że mi się zmieni.

08:25, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12