RSS
piątek, 10 lipca 2015
Zazdroszczę

Zazdroszczę, zwyczajnie zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie łączą pracę, rodzinę i bieganie. Kolejny tydzień mija z postanowieniem, że w weekend znowu zacznę.

W zeszłym tygodniu przebiegłem może z 10 kilometrów (słownie dziesięć). W tym dokładnie 0 (zero), ale jest jeszcze magiczny weekend i kto wie może w sumie wyjdzie jakieś dwadzieścia.

Dlaczego? Co takiego dziej się w mojej głowie, że budzę się bladym świtem, co o tej porze roku wypada bardzo wcześnie i nie jestem w stanie zebrać się na trening? Wiem, ale nie powiem. Wiem także, że zdecydowana zmiana tego stanu zmniejszy od razu moje pozabiegowe kłopoty. Tak to działa, tak działało zimą.

Miałem plan, żeby w Warszawie polecieć gdzieś w okolicach 3.10. Zostało niecałe trzy miesiące, ile można w tym czasie wypracować? Co prawda nie mam wytrzymałości ale za to mam spore braki jeśli chodzi o wytrzymałość ogólną. No siła biegowa to tylko wspomnienie. Za to znam trasę, i jest pod wieloma względami super. Przypomina tu i tam tę z 1995, kiedy zabrakło mi półtorej minuty do trójki. I co tam, pierwsze śliwki robaczywi, ruszam z treningiem i ile bym nie nabiegał, będę szczęśliwy. Bo kolejny raz u słyszeć Sen o Warszawie stojąc na starcie w wielotysięcznym tłumie to coś co mi się śni.



15:14, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
TAK MNIE KORCI

Tak mnie korci, żeby coś tu napisać, ale chyba jeszcze nie czas.

18:41, wojtek_wanat
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 grudnia 2014
NA CZTERECH

To jedna z rzeczy, które wydają się być oczywiste – człowiek stoi na czterech nogach. Będąc biegaczem, przede wszystkim jestem jednak człowiekiem. I to, w jakim stanie są wszystkie moje nogi przekłada się na mój trening.

To, że na czterech nogach, nie oznacza, że jestem pijany, wiem za chwilę Sylwester, ale nie w tym rzecz. Każdy z nas opiera się na czterech, nazwijmy to filarach, lepiej zabrzmi. Te filary to fizyczność (zdrowy – chory, fizycznie) to emocje, intelekt i duchowość. Wiele osób wstawia tu relacje społeczne zamiast duchowości. Jak dla mnie społeczne funkcjonowanie to efekt tego jak bardzo mocne są cztery filary. A duchowość jest jednym z elementów sprawiających, że stajemy się ludźmi. Uciekamy przed duchowością, bo świadomość jej wagi nas, jako formację kulturową nas boli.

Te filary na siebie wpływają. Jeśli mam kłopoty z emocjami, często mam kłopoty nawet nie z realizacją treningu, ale zwyczajnie z wyjściem na rzeczony trening. W granicznym przypadku, depresji nie wyłażę z łóżka a trening to szczyt możliwości ukryty w chmurach. Dlatego cieszę się, że przez pierwsze trzy tygodnie grudnia przebiegłem ze dwieście kilometrów i rozpędzam się już prawie do tempa 5 min/ km (słownie pięć na kilometr). I moje mięśnie zaczynają mieć ciut elastyczności. Cieszę się, bo jest to ewidentnie efekt ciężkiej pracy z moimi emocjami. I tego trzeba się trzymać.

Zamiast walczyć z poczuciem winy (znowu się nie udało, wczoraj coś zatrzymało mnie w domu), widzę, ile wygrałem, ile razy przełamałem to, co zatrzymuje mnie w domu. Zyskuję z każdym przebiegniętym kilometrem. Każda minuta, godzina w lesie daje mi dodatkową siłę. Każdy dzień treningowy to wielka wartość do zapisania po stronie „ma”.

Na ten czas nie widzę specjalnie warunków do poprawiania życiówek do startów w pięćdziesiątkach. Polecę kilka dyszek, może nawet połówkę w Warszawie i tyle mojego. Ważne, że ciągle żyję. Jak pisał poeta „dopóki się żyje trzeba grać, trzeba prowadzić swoją kartotekę”



06:24, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 września 2014
NARESZCIE

Wstałem rano. Bardzo rano. Właściwie to w środku nocy - o trzeciej i tyrałem nad książką do szóstej. I pierwszy raz od miesięcy czułem radość. Chciało mi się krzyczeć ze szczęścia, z radości, jaka pojawia się przy bieganiu.

A później machnąłem kilka godzin zajęć, popracowałem jeszcze nad korektą, zebrałem trochę podpisów w związku z wyborami i czekam na jutrzejszy ranek. Jest świetnie, przynajmniej jeśli chodzi o bieganie.

21:20, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 września 2014
I PO SEZONIE

W zeszłym tygodniu przebiegłem ponad 110 km. Ale waga pokazuje ciągle ponad 80. trzeba pomyśleć o przyszłym roku. jak przebiegnę do końca roku jakieś 2000 pogadamy.

A na ten czas polecę jeszcze biegi z cyklu Wolno po Woli. I tyle moich startów. No chyba, że mi się zmieni.

08:25, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 września 2014
Biegam i czytam

Biegam. Trochę, i powoli gubię oponkę. Za tydzień pobiegnę powoli po Woli. W wolnych chwilach zaglądam na różne portale i widzę, że jeden w zupełności wystarcza.

Nie wiem jak to jest, że ten san tekst, często podobnie albo i tak samo oprawiony mogę przeczytać na kilku portalach. Bo że reklamówka dwóch półmaratonów jest taka sama:

Bieganie

Maratony Polskie

To jeszcze rozumiem. Ale jak zaczynają pojawiać się te same teksty o UTMB, czy jakiś czas temu o Biegu Rzeźnika to jakoś tak jest dla mnie niesmaczne.

Panowie redaktorowie, zadbacie o unikalność swojego portalu. To już wolę chyba jak Krzysztof Bartkiewicz wylicza kto ile zarobił na jakim biegu, bo to takie Maratonopolskie, jak czytam kolejny motywujący tekst o człowieku - kuli co to stracił w ciągu roku 127 kilogramów i przebiegł maraton tyłem i na bosaka bo w ciemno wiem, że czytam Bieganie.pl. I chyba bym wolał krótką notkę z odsyłaczem do tekstu na innym portalu i informacją, że akurat UTMB jest dla nas mało podniecające. Tak by było uczciwiej.

I to by było na tyle.

10:34, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 lipca 2014
SŁONINA

Kilka lat temu w papierowym Bieganiu był mój tekst Silni Słoniną. O tym, że można budować siłę w taki sposób, że najpierw nabieramy nieco, nie za dużo wagi a później po kilku miesiącach bieganie zrzucamy nadmiar kilogramów i po zrzuceniu "plecaczka" mamy nadmiar siły.

Teraz jestem na podobnej ścieżce (BMI momentami ponad 26), siła może i przyrosła, tyle, że moje komórki tłuszczowe chyba mnie polubiły....

10:42, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 lipca 2014
KIEDY NIE BIEGAM

Ostatnio, pod wpływem rozmowy z jednym z kolegów zacząłem zastanawiać się ile właściwie biegam, kiedy nie biegam?

Wracanie do biegania jest trudne. Choćby dlatego, że lata lecą i co kiedyś mogłem, teraz już nie zawsze może być realne. Może to raczej kwestia brzucha, niż lat, ale tę kwestię zostawmy na boku.

To moje wracanie do biegania, takie w rytmie disco - dwa do przodu, jeden do tyłu - trwa i trwa. W zasadzie trudno powiedzieć, żeby wrócił, co poganiam ze dwa tygodnie, to później jakoś tak wychodzi, że nie ma jak, kiedy i w sumie buty wracają na chwilę do szafki, siedzą tam grzecznie z tydzień i znowu.

Na pytanie ile biegam teraz, zgodnie z przekonaniem odpowiedziałem, że właściwie to nie biegam. Ale po chwili refleksji dotarło do mnie. Jak nie biegam, to biegam po jakieś 50 - 60 km w tygodniu. Jasne, bez jakichś intensywnych form, bez siły i generalnie tak sanitarnie. Ale coś się ruszam.

To czemu mam takie przekonanie że nic nie robię? Ano najprawdopodobniej dlatego, że widzę jak daleko jestem od tego co robiłem dwa - trzy lata temu. Niby mogę wcisnąć kołek w usta i robić swoje. Świetny pomysł.

Ale chyba najpierw się wyśpię.

11:18, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2014
PROFESJONALIZM KONTRA DOBRE CHĘCI

Co jest ważniejsze w organizacji biegu – głęboki profesjonalizm, czy może zapała dobre chęci. Byłem ostatnio na dwóch biegach, jeden organizował super hiper, mega profesjonalny klub Triathlon Rawa, drugi Koło Gospodyń Wiejskich z Lesznowoli (koło Grójca). Popatrzmy, kto górą.

Do Rawy decydowaliśmy się pojechać w ostatniej chwili. Okazało się, że w dniu, w którym odbywa się Podkowiańska Dycha pracujemy, z wielu biegów wybraliśmy ten, bo lubimy klimat biegów w małych miejscowościach. Wysłałem maila z kilkoma pytaniami, na który nie dostałem odpowiedzi i pojechaliśmy. Bieg był zorganizowany. I tyle dobrego można o nim napisać. Organizator nie spełnił podstawowych wymogów prawnych. Nie było oświadczeń o stanie zdrowia, które ma obowiązek zbierać (był za to przypadek zasłabnięcia). Nie było też zgody na zbieranie danych osobowych (organizator nie wiedział, że to, co robił było gromadzeniem danych), dzieciaki biegały bez pisemnej zgody rodziców (ona też jest ustawowym wymogiem). Trasa biegów dziecięcych nie była zabezpieczona, organizator nie wiedział ilu jest uczestników tych biegów, a biorąc pod uwagę, że większość trasy była niewidoczna dziwne, że nic się nie wydarzyło. Albo nic o tym nie wiadomo.

Bieg dla dorosłych odbywał się na trasie w stylu dwa razy tam i z powrotem, po wąskim chodniku. Do przypadku zasłabnięcia karetka dojechała po jakimś czasie, biegacze musieli uciekać z trasy, żeby umożliwić jej dotarcie. Cała trasę zabezpieczało dwoje wolontariuszy. Na koniec organizator odpuścił sobie nagradzanie kobiet na dystansie około 5 km, oraz publikowanie wyników na 10 km, wychodząc najwyraźniej z założenia, że nie obowiązują go zasady, które sam ustalił i wpisał w regulamin. Pewnie żadna z koleżanek się nie załapała. Wyszedł także z założenia, że jak ktoś chce znać swój wynik to sam sobie może zmierzyć a porównywać siebie warto ze sobą, a nie z innymi. Za to wyniki na 5 km, jak bardziej są, być może nie wszystkich zawodników na tym dystansie stać na zegarek? Dla wolniejszych biegaczy zabrało też na mecie wody, ale w końcu nikt im nie kazał tak się wlec.

Kiedy usiłowałem coś do Pana Organizatora powiedzieć, oddając puchar za miejsce klasyfikacji wiekowej, ten odwrócił się do mnie tyłkiem (dość zresztą paskudnym) i poszedł. Skwitowałem to grubszym słowem. Na maila z krytycznymi uwagami dostałem ironiczną odpowiedź, potwierdzającą zresztą, że Panowie Profesjonaliści nie znają prawa dotyczącego organizacji imprez sportowych.

A gospodynie wiejskie? Kiedy na dwa dni przed imprezą napisałem maila, odpowiedź dostałem po ośmiu godzinach z przeprosinami, że tak późno. A później, wszystko dopięte i zgodne z prawem, trasa ładna i świetnie zabezpieczona, wszystko jak w zegarku. Wyniki praktycznie od ręki w Internecie. I jeszcze piękny festyn, bo jak raz wieś obchodziła sześćsetlecie. Kiedy chwilę rozmawiałem z organizatorem, ten chętnie posłuchał, co nam się nie podobało (medale mogłyby być inne, zrobione ręcznie przez gospodynie)

Jakie to dziwne, kiedy impreza jest super nie bardzo jest, o czym pisać. Gdybym jeszcze miał, chociaż tyle zdrowia, co w Rawie, a tak poległem. Mam nadzieję, że za rok będę mógł się znowu zmierzyć z trasą w Lesznowoli. Nawet, jeśli nie będzie pokazu zumby w wykonaniu gospodyń.

Dwie refleksje. Jak napisał Szanowny Pan Organizator biegu w Rawie, nikt nie musi tam przyjeżdżać, co wezmę sobie do serca i innym to radzę. Po drugie, jak by się taka gospodyni wiejska odwróciła do mnie tyłem, to by było, na co popatrzeć, ale one mają tyle serca, że zagoniły swoich chłopów do roboty i nie wyobrażam sobie, żeby tam ktoś mnie tak potraktował.

Jest też coś pozytywnego, co mam po biegu w Rawie - nie sądzę, żebym trafił kiedyś na gorszy bieg. Bo błędy mogą się zdarzać, błędy muszą się pojawiać. Ale aż takiej pogardy dla ludzi nigdzie nie spotkam.

środa, 07 maja 2014
POWROTY

Trudno jest wracać, niby brzuch ciągnie do przodu, ale nie pomaga to w szybkim biegu. Wybierając się na cztery dni świąt wziąłem ze sobą dwie pary butów do biegania i trzy komplety strojów, żeby spokojnie kombinować. Wyszedłem dokładnie raz, przebiegłem około 9 km. Tyle w temacie treningu.

Teraz jest lepiej, pomyślałem, że zacznę z mniejszego c, od dyszek. W Milanówku nabiegałem 44.33, tydzień później na Woli już 43.20, jeśli utrzymam taki postęp za kilka miesięcy pobiję rekord świata. Na ZaDyMnO pewnie polecę 25, później znowu dychy. A w lecie zobaczymy...

12:21, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13