RSS
wtorek, 12 czerwca 2012
Kiszka Ziemniaczana

Od kilkunastu minut siedzę sam w poczekalni białostockiego dworca. Kasie wzięły dzieciaki i poszły oglądać jakieś lokomotywy. Ja spoglądam znad książki na falujące pod cienkim materiałem wzgórza Podlasia. Piękne tu wszystko, nie tak płaskie jak na Mazowszu, choć ja pozostaję nieodmiennie pod piorunującym wrażeniem fragmentów Dolnego Śląska. Zresztą taki był cały ten wyjazd – pełny pięknych widoków i zaskoczenia.

W środę rozmawiamy jeszcze ze swoją szefową. Na pytanie co robimy  dłuższy wekend odpowiedziałem – jedziemy na kiszkę ziemniaczaną. I taki był plan – zjeść kiszkę, poznać Puszczę Knyszyńską i, jak dla mnie, wreszcie coś wygrać. W zasadzie prawie się udało.

Jedziemy pociągiem,  Kasią i Julką. Tak jest lepiej, w samochodzie byśmy się nie zmieścili, za dużo nas. Przesiadka w Białymstoku. Jemy niestety pizzę, szkoda że nie kiszkę, ale trudno szukać czegoś regionalnego ze stadkiem dzieci i ciężkimi manelami. W miarę wcześnie jesteśmy na miejscu. Spacer po Supraślu i pewne zaskoczenie – wiedziałem wcześniej że właśnie tu ma swoją siedzibę Teatr Wierszalin, ale patrząc na ofertę kulturalną zastanawiamy się czy nie przyjechać tu na dłużej. Miasteczko śliczne jak z obrazka i co chyba cenniejsze ogromnie dużo ciepła, życzliwości od zwykłych przechodniów. Jeszcze oglądanie w knajpie meczu i wracamy do bazy.

W bazie udaje przenosimy się z sali baletowej na korytarz, organizator załatwia nam jeszcze materace i powoli składamy się spać. Poznajemy w realu znanego z Biegania.pl Jurka Kuptela, kolejny raz okazuje się że Internet ma także dobre strony.

Rano śniadanie, odprawa, mapy i do lasu. Ruszamy żwawo, mapa niby stara, ale nieźle gra. Sprawnie dobiegamy na miejsce i zaczyna my szukać płachty z perforatorem. Jedno, drugie, trzecie kółko. Kasia dzwoni do organizatora. Po półgodzinie krążenia odbijam na północ i okazuje się że szukaliśmy w prawie dobrym miejscu ale jednak przy zły jeziorze. Do pierwszego PK docieramy po godzinie i siedmiu minutach. W pamięci mnożę przez 12 i wychodzi mi 13,5 godziny. Chyba w limicie, tyle, że wcześniej gaszą światło. Do dwójki lecimy już bez większych błędów. Pod koniec rozdzielamy się. Kasia leci przodem, ja kompletnie nie mam siły na bieganie – zaczynam mozolny marsz w kierunku mety. Spotykamy się za PK, jeszcze raz wracam na niego. Kasia przekonuje się że dwa razy przechodziła obok niego, ale nie widziała punktu. Rzuca długą uwagę temat takiego sposobu wieszania punktów. Na trzeci idziemy pieszo, na czwarty ciut podbiegamy Sporo idziemy z parą autochtonów – bardzo fajni ludzie, korzystamy też nieco z ich umiejętności nawigacyjnych.

Na piątkę i szóstkę biegniemy, z przerwą na tankowanie, bo picie już mi się skończyło. Na siódemkę znowu spacer a dalej motamy się biegnąc. Tak było całą drogę – szybko i niedokładnie, albo wolno i dokładnie. Dotaczamy się na metę po ponad ośmiu godzinach Ile biegaliśmy nie wiem. Kąpiel w gorącej wodzie, pyszny, regionalny obiad (nie wiem y obowiązując nazwa to kartacze czy cepeliny). Świetnie czujemy się w bazie i w miasteczku. Jak mówi szefowi imprezy Kasia - to bardzo fajna impreza, bo ty jesteś fajnym, ciepłym człowiekiem.

I to jest najlepsza recenzja z Oriento – ogromnie dużo ciepła, serdeczności, piękny teren, wymagająca trasa. Organizatorzy ciągle pytają co można robić lepiej i to źle wróży tej imprezie. Już jest bardzo dobra a będzie coraz lepsza. I z roku na rok coraz więcej ludzi będzie tu starować. Trochę szkoda by było fantastycznej, kameralnej imprezy. Z drugiej strony RDS, Skorpion czy Nawigator bronią się – są znakomitymi imprezami, kameralnymi i pełnymi ciepła dzięki emu jacy ludzie je organizują.

To co zrobiłem na trasie w sensie sportowym było kompletnie bez sensu. Kolejny raz okazało się że nogi nogami, ale zawody przegrywa się głową. Rozniosły mnie pozasportowe emocje, ale tak czy inaczej było warto. Z czasem głowa się uspokoi i wtedy coś tam uda mi się wygrać. Tym razem zwyczajnie Bartek i Bernard byli lepsi.

Tak na wszelki wypadek napiszę – nie ma co przyjeżdżać na Podlasie – jest tu okropnie, ludzie są straszni, impreza fatalna, szkoda czasu. Ja tam pojadę może tym razem uda mi się zjeść kiszkę ziemniaczaną. Bo ja lubię kiszkę a w Warszawie i okolicach o nią trudno. No i piękne są wzgórza Podlasia



07:52, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 marca 2012
Pierwsze śliwki

Na RDS jechałem z silną wolą poniesienia porażki. Poniesienia i tego, że poniesie mnie ona dalej. Pierwsza część się udała, co będzie dalej, zobaczymy.

Co jest potrzebne żeby zawalczyć na orientacyjnej pięćdziesiątce? Kopyto (czyli jak się teraz mówi łydka) sporo umiejętności nawigacyjnych i szczęście. Może tylko tak mi się wydaje, ale wbrew pozorom nawigacja jest ważniejsza na pięćdziesiątce niż na setce. Tu łatwiej jest zbudować interesującą, wymagającą trasę. Setka z czterdziestoma punktami byłaby przegięciem, pięćdziesiątka z dwudziestoma nie jest. A przecież bywa ich więcej. Ale to akurat taka dygresyjka.

Przez ostatnie pół roku walczyłem. Ze zniechęceniem, marudzącą żoną, jęczącymi dziećmi, wyjącym psem. Z tym, że robię się coraz starszy i bardziej zgrzybiały. Generalnie taka smuga cienia, tyle, że ciut przeterminowana. A może andropauza. Zacząłem się oglądać za mamusiami uczennic a nie za uczennicami. Starość. I zamiast budować jakąś sensowna bazę przetupałem ciut zimę. Tak w systemie binarnym – tydzień treningu, tydzień luzu. Tydzień albo i dwa.

RDS ma opinię imprezy mało wymagającej nawigacyjnie. Choć po tym roku powinienem napisać raczej miał. Pytanie czy ludzie chcą żeby trasy były ładne i łatwe czy mniej ładne, ale trudne zostało potraktowane, jako żart. A tu – proszę. Na setce podobno było inaczej, ale pięćdziesiątka łatwa nie była. A kiedy zaczyna się kończyć energia łatwiej o głupie błędy. I tak też było – poza tym, że sensownie lub nie poszliśmy w nieco innej kolejności (9 – 8 – 7 – 6 – 5 – 4 – 2 – 3 – 1) to przebieg z dwójki na trójkę zajął nam ciut ponad półtorej godziny. Moja ma przynajmniej powód – chorowała, brała antybiotyki. W kategorii najbardziej idiotyczne kontuzje zimy miałaby poważne szanse. Ja na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno - leń jestem.

Impreza bardzo dobra - nawigacja różna – od bardzo łatwych do wymagających przebiegów. Mapa taka, jaka jest, trudno wymagać robienia nowej, aktualnej mapy na setkę. Teren piękny, choć może nie szaleńczo ciekawy nawigacyjne. Punkty w porządku, to, co zobaczył Hiu to zobaczył, podejrzewam że zauważył więcej swoich błędów niż uczestnicy. Jak by mi się coś nie podobało to bym mu powiedział. Klimat, to, co takie ważne a wymyka się słowom fantastyczny. I taka mało perełka – nasze robale zostały pod czułym okiem organizatorów (Hiu twierdził, że to nie jego zasługa, ze panie za szkoły, i tak dalej. Ale ja wiem, że to wszystko i tak jego zasługa). Faktem jest ze gdyby ktoś inny robił RDS pewne bym się nie wybrał. Tu jedzie się przede wszystkim ze względu na Huberta. Rozkładu jazdy PKS nie było (podobnie jak w zeszłym roku) ale to potwierdza moją opinię – nie było, bo nie był potrzebny. Bo jak by, co to ktoś w biurze znajdzie połączenie i jeszcze kupi przez Internet bilet.

O ile na setkach nihil nowi to w pięćdziesiątkach coraz to więcej świeżej krwi – wygrali Dagmara Kozioł i Rafał Klecha. Jak nic rywalizacja w Pucharze będzie ciekawa. I bardzo dobrze. Powoli pięćdziesiątka staje się ważniejszym i ciekawszym dystansem. Wiem purystom, uwielbiającym złachać się, dla których bieganie poniżej setki jest poniżej godności taka opinie nie przejdzie przez gardło.

A poza tym - pierwsze śliwki - robaczywki.

11:29, wojtek_wanat
Link Komentarze (7) »
środa, 29 lutego 2012
KRÓTKO
09:02, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 stycznia 2012
MÓJ MALUTKI

Jakiś miesiąc z okładem temu zapowiadałem że zaproponuję mój malutki, prywatny ranking. Oto jego zasady:

1. Liczę tylko dla pięćdziesiątek

2. Liczę klasyfikacje open kobiet i mężczyzn i klasyfikuję osobno weteranów. Jeśli w trakcie zawodów jest klasyfikacja mix to porządkuję w kolejności czasów kobiety i mężczyzn.

3. Zaliczane są wszystkie imprezy z PMnO w trzech kategoriach:
A (w PMnO waga 50)
B (w PMnO waga 45)
Mistrzostwa Polski.

4. Punktuje pierwsze 30 osób w następujący sposób:

Mistrzostwa Polski

1. - 60
2. - 54
3. - 49
4. - 45
5. - 41
6. - 37
7. -34
8. - 31
9. - 28
10. - 25
11. - 23
12. - 21
13. - 19
14. - 17
15. - 16
16. - 15.....

Zawody klasy A

1. - 50
2. - 45
3. - 41
4. - 37
5. - 33
6. - 30
7. - 28
8. - 26
9. - 24
10. - 22
11. - 20
12. -19.....

Zawody klasy B

1. - 40
2. - 36
3. - 33
4. - 30
5. - 28
6. - 26
7. - 24
8. - 23
9. - 22....

W przypadku identycznych czasów lub liczby punktów w wynikach imprezy zaliczana jest średnia arytmetyczna.

Liczy się siedem najlepszych wyników.

W przypadku równej liczby punktów o kolejności decyduje:
1. wynik bezpośrednich pojedynków
2. miejsce na MP,
3. Liczba pierwszych, drugich, trzecich miejsc.....

Nagrody będą, jeśli uda się coś załatwić. Nie są nagradzane osoby o nazwisku Wanat.

20:46, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 stycznia 2012
Meran

W temacie treningu organizowanego przez OKSport. Dokładne informacje są tutaj.

Gdyby były wątpliwości. Warstwicówka - mapa na której są tylko brązowy i niebieski, na mapie bez dróg brak jest czarnego. Zabawa może być przednia, choć muszę przyznać że raczej krótka.

I co ważne - związani z OKSport Robert Drągowski i Lech Trzpil maja dobrą rękę do budowania ciekawych, trudnych tras - gorąco polecam.

04:40, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2012
W nowym roku nowe możliwości

Dzienniczek Treningowy
Instrukcja obsługi.

Po co komu takie coś jak dzienniczek treningowy? Oczywiście można powiedzieć że jest to podstawa do analizy treningu, przyjrzeniu się stosowanym metodom i szukania błędów. Jak dla mnie jednak ważniejsze są dwa inne powody, dla których warto prowadzić dzienniczek. Pierwszy – jeśli regularnie zapisuję swoje treningi, mam większą motywacje do systematycznej pracy. Jakoś tak jest że brak dzienniczka rozleniwia. Ale przede wszystkim w każdej chwili mogę się pochwalić teściowej tym ile to kilometrów przebiegłem, jak dużo czasu mi to zajęło i powiedzieć, że mimo wszystko jestem słabszy od jej córki.
Kolejne rubryki to miejsce na następujące wpisy
Opis treningu co ile i jeśli były w tym ciekawe wydarzenia (np. skopałem właściciela psa, który się na mnie rzucał) warto wpisać. Łatwiej sobie wtedy przypomnieć konkretny trening.
Sam. – samopoczucie na początku treningu. Na początku, czyli po rozgrzewce. Ocena w skali 1 – 5. 1 – marzę żeby się położyć, 5 – chce mi się krzyczeć  z radości że biegnę. Pozostałe liczby (2, 3 i 4) pozostawiam własnej inwencji wpisywaczy.
Czas treningu. Pełny czas biegu. Jeśli staję na siku, stopuje stoper. W rzeczywistości, jeśli trening realizowany jest w terenie to jest wskaźnik jego objętości. W zależności od ukształtowania powierzchni i rodzaju podłoża żeby przeliczyć dystans na twarde trzeba by pomnożyć przez współczynnik wahający się od 1,05 do 3, 17. Miałem treningi na których 8 km biegłem prawie dwie godziny przy tętnie 150 – 170.
Kolejne rubryki to czas treningu w różnych intensywnościach – truchcie I, II i II zakresie (tętna odpowiednio do 120, 120 – 140, 140 – 160 i 160 – 180) przy czym wiadomo że mowa tu o tętnie przy biegu ciągłym. Jak tuptam przerwę w treningu interwałowym to tupię w pierwszym zakresie a tętno mi spada, ale rzadko Aż do pierwszego zakresu.
Dalej mamy siłę jak bym miał co to bym wpisywał setki metrów wieloskoków i skipów. Jak popatrzyłem jak biegam to pomyślałem że może warto. Bo w kategorii najbardziej obrzydliwy styl biegania mam wielkie szanse.
Inne to w moim przypadku gibkość i ćwiczenia siłowe ( trzy serie po siedem pompek).
I na koniec kilometry (tak dla ciekawości)
Na dole sumy z tygodnia i od początku cyklu. WS to suma drugiego i trzeciego zakresu.
Wiem że jest to forma dla biegaczy i nie wiem jak załatwiać sprawę, jeśli ktoś biega i roweruje.
Technicznie rzecz biorąc na górze robimy dwie dziurki, dokładamy dwa sztywne arkusze na okładki. Przez dziurki przeciągamy sznureczek, tasiemkę czy co tam mamy i już.

 


Dzienniczek pdf

10:53, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2011
Zimowe Zawody Kontrolne

W pierwszym impulsie chciałem to zrobić na odwal się, ale po chwili namysłu (i kolacji) przyłożę się.
A więc jest kalendarz i na zimę i na resztę roku, jeśli zajrzeć na stronę WMZOS idzie odczytać. Popatrzmy co jest w planach:

7.01 ZBG i malutkie BnO (tak poniż ej 3 km. Oczywiście Falenica.
8.01. Scorelauf organizuje OKSport, miejsce Otwock Meran. Miejsce z bardzo ciekawą rzeźbą. Będzie można biegać na pełnej mapie i na samych warstwicach.

14.01 Orient – nie wiadomo gdzie, ale to kwestia dni i się okaże.

28.01 Bieg Wedla i przy okazji BnO w Parku Skaryszewskim. Bieganie w parku wymaga ogromnej koncentracji.

4.02 Nowodworskie ZZK, niedaleko Nowego Dworu. Bieg na średnim dystansie (z polska zwane midle), czyli jak uczy mnie doświadczenie maks 5 km.
5.02 Anielin (okolice stadionu OKS) pętle motala i podobnie jak na Meranie mapy pełne lub warstwicówka.

12.02 okolice Zagórza bieg o nieznanym charakterze. Organizuje UNTS. Teren jak na okolice Warszawy trudny.

18.02 ZBG i krótkie BnO

25.02 Okolice Legionowa – bieg sztafetowy (3 zmiany, to w BnO standard)

3.03 ZBG i BnO w Falenicy
4.03 klasyk w okolicy Wiązowny. Mampa pełna lub warstwicówka.

11.03 Okolice Góry Kalwarii – miejscowość Karolina bieg na średnim dystansie

17.03 ZBG i BnO (dla odmiany Falenica)
18.03 Otwarcie sezonu – Cybulice, forma scorelaufu

24.03 ZAW-OR nie wiem gdzie, ale się może dowiem.
25.03 Zimowy Puchar Góry Kalwarii – Czaplinek – scorelaufu.

Jak tak sobie popatrzyłem to myślę że strasznie ubogie te formy się zrobiły. Dawniej było za każdym razem inaczej – łańcuszek, warstwicówka, gra szwajcarska i korytarzówka. O przegięciu w postaci pustej mapy nie wspomnę. Tu widać że jakoś się ludziom nie chce. Syndrom wypalenia, zmęczenie materiału. Życie.



20:06, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Różne takie

Przeczytałem dwie relacje z Nocnej Masakry i co tu dużo mówić jestem pod wrażeniem. Skromność Sabiny i Otwartość Pawła pakuły top coś co mnie ujęło. Mam niejasne wrażenie że ta skromność nie wychodzi dziewczynom na zdrowie. Sam zamiast na Nocna masakrę wybrałem się na Duatlon Biegowy i była tom w sumie niezła masakra.

Dlaczego niektórzy faceci z trudem akceptują fakt, że wkładają im dziewczyny? Jak dla mnie to oczywiste. Jasne panowie powiedzą że nie chodzi im o to że dziewczyny ich leją. Ale jak w takim razie wytłumaczyć, że kompletnie nie przeszkadzają im pary homo (nierzadko kazirodcze) pokonujące całe trasy. Ale jak leci dziewczyna z chłopakiem to już jest gorzej. Tak na marginesie to że większość z nich jest skromna i pisze że słabo nawigują, a okazuje się że sporą część trasy to one prowadzą nijak nie przekonuje. Drogie panie, skromność skromnością a w waszym, dobrze pojętym interesie jest stwierdzanie faktów – że jesteście równorzędnymi partnerkami w nawigacji. Nie wiem jak Sabina, nigdy z nią nie biegłem, ale moja Kasia bardzo dużo wnosi do współpracy. A że startuje czasem w klasycznym BnO i zajmuje tam różne miejsca to zupełnie inna sprawa. Mieliśmy w planach kilka startów w typowym BnO, ale nasze plany musza podlec modyfikacjom za sprawą pewnego samochodziku złożonego z klocków lego.

Biegowy duatlon wydawał się być imprezą skrojona pod moje potrzeby i możliwości. Jak się później okazało był skrojony tylko pod moje potrzeby. Organizacyjnie sprawa była prosta – najpierw trasa jednego, dwóch lub trzech falenickich kółek (czyli jedna trzecie, dwie trzecie lub cała dycha) a na dokładkę BnO na dystansie około 2, 4 lub 7 km. Z zapewnień Andrzeja na starcie wynikało że trasa będzie prosta. Jeszcze w domu założyłem sobie że dychę polecę w około 49 – 50 minut a całość powinienem pokonać w 92 – 94 minuty.

Okazuje się że co prawda górki w Falenicy nie są tak niskie jak by się spodziewał ktoś ich nie znający, ale nie są tak wysokie jak mi się zdawało. Staram się jak najwolniej finiszować. Kończę bodaj w 46 minut, czyli mam nadróbkę i ruszam. Zgodnie z zapewnieniami powinno być łatwo. Do pierwszego PK z leciutkim wahnięciem, do drugiego dobrze, trzeci przebiegam i mijam, na czwarty sprawnie. Mam jakieś półtorej minuty błędów.

I teraz się zaczyna. Piątego szukam za wcześnie, jakieś trzy minuty w plecy, szóstego szukam w złym miejscu, na przebiegu na siódmy odchylam się nieco, ale szybko prostuję i tracę tu może z pół minuty. Ale co posiałem wcześniej na dwóch poprzednich punktach to około ośmiu minut, może ciut więcej. Dalej zgarniam po drodze Tomka Pryjme i mijając się razem dobiegamy do mety. Na końcówce  daję się wyprzedzić o przysłowiową pierś. Jeszcze na przebiegu na przedostatni punkt robię błąd, który nie powinien był mi się przytrafić. Czuję się jak koleżanka, która zgubiła się jadąc trasą katowicką.

Miałem tracić na biegu górskim i zyskiwać na BnO. A traciłem na BnO, za to na biegu górskim tez traciłem, ale jestem przekonany że w sumie było warto. Dokładnie takie doświadczenia kształtują. No i pokazują miejsce w którym się znajduję. Mam nadzieję że będzie powtórka i szansa na rewanż.

Miałem nadzieje że poznam przed świętami kalendarz Zimowych Zawodów Kontrolnych, ale niestety, wiem że będą, ale gdzie i kiedy jeszcze nie wiadomo. Zatrzymam się w takim razie na ich genezie i opisie tego jak to kiedyś z nimi bywało. Zaczęło się od tego że jakieś dwadzieścia, może ciut więcej lat temu było w Warszawie i okolicach kilka sekcji BnO i ktoś poszedł po rozum do głowy że zamiast robić trening dla kilkunastu osób, niewiele większym wysiłkiem można zrobić trening techniczny dla pozostałych klubów. W sezonie są zawody i tam szlifuje się technikę, ale zimą pomysł chwycił. Na takich treningach doświadczeni zawodnicy przeprowadzali mini wykłady na różne związane z tym sportem tematy. Z czasem zmieniono formułę na Zimowa Zawody Rankingowe, gdzie każdy swobodnie mógł wybierać pomiędzy pięcioma trasami o różnej długości i różnym stopniu trudności. A później straciłem na długi czas kontakt z rzeczywistością.

Fajnie by było pojeździć na takie imprezy. Wpisowe jest stosunkowo niskie, bywa że formuła jest ciekawa nawigacyjnie i nie trzeba samemu kombinować z treningiem techniki. Tyle że trasy żenująco krótkie. Ale zawsze można cos dokręcić w lesie. Jak się dowiem to napiszę.



20:44, wojtek_wanat
Link Komentarze (1) »
środa, 14 grudnia 2011
UPADEK

Wstyd się przyznać, upadłem na samo dno. Ja człowiek, który zawsze twierdził że sprzęt nie jest najważniejszy kupiłem dwa kompasy na kciuka. Już nie będę biegał z tym fantastycznym sprzętem, który niechętnie cokolwiek pokazywał, a jeśli już to raczej południe.
A teraz dwa kompasy Moscva, kupione na domiar złego w dobrym sklepie (Napieraj.pl) i jakoś mi z tym dziwnie.

Na szczęście na nogach zostały mi moje ukochane Jomy. No i gumka może okazać się za sztywna. Okaże się w sobotę w Falenicy.

13:07, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Trening

Miałem pisać o czymś innym, ale jakoś tak uspokajająco działa na mnie pisanie o rzeczach których nie jestem w stanie zrozumieć, dlatego popiszę sobie o treningu.

Zacznijmy od tego że jestem jeszcze ze starej szkoły w której cykl treningowy składa się z kilku okresów – przygotowawczego, przedstartowego, startowego i tak dalej. Jasne że jeśli ma się zamiar startować przez kilka miesięcy to okres przedstartowy i startowy jakoś się łączą, ale tak czy inaczej trzeba najpierw wybudować bazę. W zeszłym roku (dla mnie zaczął się nowy sezon) realnie przepracowałem trzy pierwsze miesiące – październik – grudzień, później była już partanina, łatanina, rzeźbienie w gównie i próby odcięcia kuponów od czegoś co się nie wydarzyło. Faktem jest że wybiegany wtedy kilometraż (około 1200 – 1300) wystarczył jako baza i mam nadzieje jeszcze korzystać z wypracowanej wtedy wytrzymałości.

Na ten czas przez najbliższe 11 tygodni nie wybieram się na żadną imprezę,, jasne może polecę jakiś zawody w lesie – pod Warszawką przez cała zimę są takie co tydzień, często w sobotę i niedzielę. Może polecę też Bieg Chomiczówki, ale to już mniej pewne. Ale sobie trochę potrenuję. Nie aż tak jak w zeszłym roku, kiedy na początku z założenia klepałem samą objętość po 12 – 14 godzin tygodniowo. Teraz będzie w tym ciut finezji.

Piszę to także w nadziei że pewna dojrzała zawodniczka załapie wreszcie o co chodzi w treningu.

Korzystam z kilku rodzajów bodźców:

  1. Długie wybieganie – treningi w założeniu maja powiększyć wytrzymałość tlenową, przyzwyczaić organizm do pracy w niewielkiej intensywności. Także pomagają  w produkcji mitochondriów. Ale staram się nie szarpać w ich trakcie mięśni – biegam prawie wyłącznie po drogach i ścieżkach. Przy czym słowo droga nie oznacza tu asfaltu. Długie wybiegania zaczynam w tym roku od 120 i 90 minut. I będzie mi ono rosło. Tętno treningu 130 - 135
  2. Trening interwałowy o dużej intensywności, przy niepełnym wypoczynku – te znaczy odcinki 70 s przy 20 s przerwy, 4 minuty i 1 minuta przerwy, czasem 9 minut 1 minuta przerwy. W treningu 70 / 20 dawkuję serie – 2 razy 6 odcinków, 2 razy 10 z czasem 3 razy 10. Intensywność taka że po ostatnim odcinku tętno powinno wynosić w granicach 180. Teraz mniej bo organizm nie gotów.
    Tutaj rzecz cała służy przyzwyczajeniu organizmu do pracy w długu tlenowym, zwiększa siłę mięśni i podbija niejako działanie układu nerwowego. Spora część treningu w terenie – łąka, las ale nie po ścieżkach.
  3.  Trening interwałowy z dłuższym wypoczynkiem. Od bidy 30 s z przerwą 30 s, ale także 2 minuty na 1 minutę i 3 minuty na 2 minuty. Tempo odcinków wyższe, więcej z tego wytrzymałości specjalnej i silniejszy bodziec dla mięśni.
  4. Teraz tego jeszcze nie robie – krótkie odcinki z graniczna intensywnością (10 s przerwa 50 s). Pobudza układ nerwowy, podnosi tonus mięśni.
  5. Rozbiegano z tętnem 125 – 130 i mała objętością. To coś co wzmacnia regenerację.

 

Dwa wybiegania (teraz środa i niedziela). Trzy intensywne treningi (wtorek, piątek i sobota) no i dwa dni swobodnego tuptania. Z czasem poprzeplatam bo mam poczucie że intensywny trening po długim wybieganiu jest silniejszym bodźcem dla organizmu.

 

A teraz to ja czekam kiedy dzień zacznie się robić dłuższy, żebym mógł tupać w lesie i na łąkach, zamiast tych beznadziejnych, oświetlonych ulic.

A jutro będę się mądrzył w kawie i herbacie przed siódmą, na tematy na których też się nie znam.

21:57, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »