RSS
środa, 29 lutego 2012
KRÓTKO
09:02, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 stycznia 2012
MÓJ MALUTKI

Jakiś miesiąc z okładem temu zapowiadałem że zaproponuję mój malutki, prywatny ranking. Oto jego zasady:

1. Liczę tylko dla pięćdziesiątek

2. Liczę klasyfikacje open kobiet i mężczyzn i klasyfikuję osobno weteranów. Jeśli w trakcie zawodów jest klasyfikacja mix to porządkuję w kolejności czasów kobiety i mężczyzn.

3. Zaliczane są wszystkie imprezy z PMnO w trzech kategoriach:
A (w PMnO waga 50)
B (w PMnO waga 45)
Mistrzostwa Polski.

4. Punktuje pierwsze 30 osób w następujący sposób:

Mistrzostwa Polski

1. - 60
2. - 54
3. - 49
4. - 45
5. - 41
6. - 37
7. -34
8. - 31
9. - 28
10. - 25
11. - 23
12. - 21
13. - 19
14. - 17
15. - 16
16. - 15.....

Zawody klasy A

1. - 50
2. - 45
3. - 41
4. - 37
5. - 33
6. - 30
7. - 28
8. - 26
9. - 24
10. - 22
11. - 20
12. -19.....

Zawody klasy B

1. - 40
2. - 36
3. - 33
4. - 30
5. - 28
6. - 26
7. - 24
8. - 23
9. - 22....

W przypadku identycznych czasów lub liczby punktów w wynikach imprezy zaliczana jest średnia arytmetyczna.

Liczy się siedem najlepszych wyników.

W przypadku równej liczby punktów o kolejności decyduje:
1. wynik bezpośrednich pojedynków
2. miejsce na MP,
3. Liczba pierwszych, drugich, trzecich miejsc.....

Nagrody będą, jeśli uda się coś załatwić. Nie są nagradzane osoby o nazwisku Wanat.

20:46, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 stycznia 2012
Meran

W temacie treningu organizowanego przez OKSport. Dokładne informacje są tutaj.

Gdyby były wątpliwości. Warstwicówka - mapa na której są tylko brązowy i niebieski, na mapie bez dróg brak jest czarnego. Zabawa może być przednia, choć muszę przyznać że raczej krótka.

I co ważne - związani z OKSport Robert Drągowski i Lech Trzpil maja dobrą rękę do budowania ciekawych, trudnych tras - gorąco polecam.

04:40, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2012
W nowym roku nowe możliwości

Dzienniczek Treningowy
Instrukcja obsługi.

Po co komu takie coś jak dzienniczek treningowy? Oczywiście można powiedzieć że jest to podstawa do analizy treningu, przyjrzeniu się stosowanym metodom i szukania błędów. Jak dla mnie jednak ważniejsze są dwa inne powody, dla których warto prowadzić dzienniczek. Pierwszy – jeśli regularnie zapisuję swoje treningi, mam większą motywacje do systematycznej pracy. Jakoś tak jest że brak dzienniczka rozleniwia. Ale przede wszystkim w każdej chwili mogę się pochwalić teściowej tym ile to kilometrów przebiegłem, jak dużo czasu mi to zajęło i powiedzieć, że mimo wszystko jestem słabszy od jej córki.
Kolejne rubryki to miejsce na następujące wpisy
Opis treningu co ile i jeśli były w tym ciekawe wydarzenia (np. skopałem właściciela psa, który się na mnie rzucał) warto wpisać. Łatwiej sobie wtedy przypomnieć konkretny trening.
Sam. – samopoczucie na początku treningu. Na początku, czyli po rozgrzewce. Ocena w skali 1 – 5. 1 – marzę żeby się położyć, 5 – chce mi się krzyczeć  z radości że biegnę. Pozostałe liczby (2, 3 i 4) pozostawiam własnej inwencji wpisywaczy.
Czas treningu. Pełny czas biegu. Jeśli staję na siku, stopuje stoper. W rzeczywistości, jeśli trening realizowany jest w terenie to jest wskaźnik jego objętości. W zależności od ukształtowania powierzchni i rodzaju podłoża żeby przeliczyć dystans na twarde trzeba by pomnożyć przez współczynnik wahający się od 1,05 do 3, 17. Miałem treningi na których 8 km biegłem prawie dwie godziny przy tętnie 150 – 170.
Kolejne rubryki to czas treningu w różnych intensywnościach – truchcie I, II i II zakresie (tętna odpowiednio do 120, 120 – 140, 140 – 160 i 160 – 180) przy czym wiadomo że mowa tu o tętnie przy biegu ciągłym. Jak tuptam przerwę w treningu interwałowym to tupię w pierwszym zakresie a tętno mi spada, ale rzadko Aż do pierwszego zakresu.
Dalej mamy siłę jak bym miał co to bym wpisywał setki metrów wieloskoków i skipów. Jak popatrzyłem jak biegam to pomyślałem że może warto. Bo w kategorii najbardziej obrzydliwy styl biegania mam wielkie szanse.
Inne to w moim przypadku gibkość i ćwiczenia siłowe ( trzy serie po siedem pompek).
I na koniec kilometry (tak dla ciekawości)
Na dole sumy z tygodnia i od początku cyklu. WS to suma drugiego i trzeciego zakresu.
Wiem że jest to forma dla biegaczy i nie wiem jak załatwiać sprawę, jeśli ktoś biega i roweruje.
Technicznie rzecz biorąc na górze robimy dwie dziurki, dokładamy dwa sztywne arkusze na okładki. Przez dziurki przeciągamy sznureczek, tasiemkę czy co tam mamy i już.

 


Dzienniczek pdf

10:53, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2011
Zimowe Zawody Kontrolne

W pierwszym impulsie chciałem to zrobić na odwal się, ale po chwili namysłu (i kolacji) przyłożę się.
A więc jest kalendarz i na zimę i na resztę roku, jeśli zajrzeć na stronę WMZOS idzie odczytać. Popatrzmy co jest w planach:

7.01 ZBG i malutkie BnO (tak poniż ej 3 km. Oczywiście Falenica.
8.01. Scorelauf organizuje OKSport, miejsce Otwock Meran. Miejsce z bardzo ciekawą rzeźbą. Będzie można biegać na pełnej mapie i na samych warstwicach.

14.01 Orient – nie wiadomo gdzie, ale to kwestia dni i się okaże.

28.01 Bieg Wedla i przy okazji BnO w Parku Skaryszewskim. Bieganie w parku wymaga ogromnej koncentracji.

4.02 Nowodworskie ZZK, niedaleko Nowego Dworu. Bieg na średnim dystansie (z polska zwane midle), czyli jak uczy mnie doświadczenie maks 5 km.
5.02 Anielin (okolice stadionu OKS) pętle motala i podobnie jak na Meranie mapy pełne lub warstwicówka.

12.02 okolice Zagórza bieg o nieznanym charakterze. Organizuje UNTS. Teren jak na okolice Warszawy trudny.

18.02 ZBG i krótkie BnO

25.02 Okolice Legionowa – bieg sztafetowy (3 zmiany, to w BnO standard)

3.03 ZBG i BnO w Falenicy
4.03 klasyk w okolicy Wiązowny. Mampa pełna lub warstwicówka.

11.03 Okolice Góry Kalwarii – miejscowość Karolina bieg na średnim dystansie

17.03 ZBG i BnO (dla odmiany Falenica)
18.03 Otwarcie sezonu – Cybulice, forma scorelaufu

24.03 ZAW-OR nie wiem gdzie, ale się może dowiem.
25.03 Zimowy Puchar Góry Kalwarii – Czaplinek – scorelaufu.

Jak tak sobie popatrzyłem to myślę że strasznie ubogie te formy się zrobiły. Dawniej było za każdym razem inaczej – łańcuszek, warstwicówka, gra szwajcarska i korytarzówka. O przegięciu w postaci pustej mapy nie wspomnę. Tu widać że jakoś się ludziom nie chce. Syndrom wypalenia, zmęczenie materiału. Życie.



20:06, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Różne takie

Przeczytałem dwie relacje z Nocnej Masakry i co tu dużo mówić jestem pod wrażeniem. Skromność Sabiny i Otwartość Pawła pakuły top coś co mnie ujęło. Mam niejasne wrażenie że ta skromność nie wychodzi dziewczynom na zdrowie. Sam zamiast na Nocna masakrę wybrałem się na Duatlon Biegowy i była tom w sumie niezła masakra.

Dlaczego niektórzy faceci z trudem akceptują fakt, że wkładają im dziewczyny? Jak dla mnie to oczywiste. Jasne panowie powiedzą że nie chodzi im o to że dziewczyny ich leją. Ale jak w takim razie wytłumaczyć, że kompletnie nie przeszkadzają im pary homo (nierzadko kazirodcze) pokonujące całe trasy. Ale jak leci dziewczyna z chłopakiem to już jest gorzej. Tak na marginesie to że większość z nich jest skromna i pisze że słabo nawigują, a okazuje się że sporą część trasy to one prowadzą nijak nie przekonuje. Drogie panie, skromność skromnością a w waszym, dobrze pojętym interesie jest stwierdzanie faktów – że jesteście równorzędnymi partnerkami w nawigacji. Nie wiem jak Sabina, nigdy z nią nie biegłem, ale moja Kasia bardzo dużo wnosi do współpracy. A że startuje czasem w klasycznym BnO i zajmuje tam różne miejsca to zupełnie inna sprawa. Mieliśmy w planach kilka startów w typowym BnO, ale nasze plany musza podlec modyfikacjom za sprawą pewnego samochodziku złożonego z klocków lego.

Biegowy duatlon wydawał się być imprezą skrojona pod moje potrzeby i możliwości. Jak się później okazało był skrojony tylko pod moje potrzeby. Organizacyjnie sprawa była prosta – najpierw trasa jednego, dwóch lub trzech falenickich kółek (czyli jedna trzecie, dwie trzecie lub cała dycha) a na dokładkę BnO na dystansie około 2, 4 lub 7 km. Z zapewnień Andrzeja na starcie wynikało że trasa będzie prosta. Jeszcze w domu założyłem sobie że dychę polecę w około 49 – 50 minut a całość powinienem pokonać w 92 – 94 minuty.

Okazuje się że co prawda górki w Falenicy nie są tak niskie jak by się spodziewał ktoś ich nie znający, ale nie są tak wysokie jak mi się zdawało. Staram się jak najwolniej finiszować. Kończę bodaj w 46 minut, czyli mam nadróbkę i ruszam. Zgodnie z zapewnieniami powinno być łatwo. Do pierwszego PK z leciutkim wahnięciem, do drugiego dobrze, trzeci przebiegam i mijam, na czwarty sprawnie. Mam jakieś półtorej minuty błędów.

I teraz się zaczyna. Piątego szukam za wcześnie, jakieś trzy minuty w plecy, szóstego szukam w złym miejscu, na przebiegu na siódmy odchylam się nieco, ale szybko prostuję i tracę tu może z pół minuty. Ale co posiałem wcześniej na dwóch poprzednich punktach to około ośmiu minut, może ciut więcej. Dalej zgarniam po drodze Tomka Pryjme i mijając się razem dobiegamy do mety. Na końcówce  daję się wyprzedzić o przysłowiową pierś. Jeszcze na przebiegu na przedostatni punkt robię błąd, który nie powinien był mi się przytrafić. Czuję się jak koleżanka, która zgubiła się jadąc trasą katowicką.

Miałem tracić na biegu górskim i zyskiwać na BnO. A traciłem na BnO, za to na biegu górskim tez traciłem, ale jestem przekonany że w sumie było warto. Dokładnie takie doświadczenia kształtują. No i pokazują miejsce w którym się znajduję. Mam nadzieję że będzie powtórka i szansa na rewanż.

Miałem nadzieje że poznam przed świętami kalendarz Zimowych Zawodów Kontrolnych, ale niestety, wiem że będą, ale gdzie i kiedy jeszcze nie wiadomo. Zatrzymam się w takim razie na ich genezie i opisie tego jak to kiedyś z nimi bywało. Zaczęło się od tego że jakieś dwadzieścia, może ciut więcej lat temu było w Warszawie i okolicach kilka sekcji BnO i ktoś poszedł po rozum do głowy że zamiast robić trening dla kilkunastu osób, niewiele większym wysiłkiem można zrobić trening techniczny dla pozostałych klubów. W sezonie są zawody i tam szlifuje się technikę, ale zimą pomysł chwycił. Na takich treningach doświadczeni zawodnicy przeprowadzali mini wykłady na różne związane z tym sportem tematy. Z czasem zmieniono formułę na Zimowa Zawody Rankingowe, gdzie każdy swobodnie mógł wybierać pomiędzy pięcioma trasami o różnej długości i różnym stopniu trudności. A później straciłem na długi czas kontakt z rzeczywistością.

Fajnie by było pojeździć na takie imprezy. Wpisowe jest stosunkowo niskie, bywa że formuła jest ciekawa nawigacyjnie i nie trzeba samemu kombinować z treningiem techniki. Tyle że trasy żenująco krótkie. Ale zawsze można cos dokręcić w lesie. Jak się dowiem to napiszę.



20:44, wojtek_wanat
Link Komentarze (1) »
środa, 14 grudnia 2011
UPADEK

Wstyd się przyznać, upadłem na samo dno. Ja człowiek, który zawsze twierdził że sprzęt nie jest najważniejszy kupiłem dwa kompasy na kciuka. Już nie będę biegał z tym fantastycznym sprzętem, który niechętnie cokolwiek pokazywał, a jeśli już to raczej południe.
A teraz dwa kompasy Moscva, kupione na domiar złego w dobrym sklepie (Napieraj.pl) i jakoś mi z tym dziwnie.

Na szczęście na nogach zostały mi moje ukochane Jomy. No i gumka może okazać się za sztywna. Okaże się w sobotę w Falenicy.

13:07, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Trening

Miałem pisać o czymś innym, ale jakoś tak uspokajająco działa na mnie pisanie o rzeczach których nie jestem w stanie zrozumieć, dlatego popiszę sobie o treningu.

Zacznijmy od tego że jestem jeszcze ze starej szkoły w której cykl treningowy składa się z kilku okresów – przygotowawczego, przedstartowego, startowego i tak dalej. Jasne że jeśli ma się zamiar startować przez kilka miesięcy to okres przedstartowy i startowy jakoś się łączą, ale tak czy inaczej trzeba najpierw wybudować bazę. W zeszłym roku (dla mnie zaczął się nowy sezon) realnie przepracowałem trzy pierwsze miesiące – październik – grudzień, później była już partanina, łatanina, rzeźbienie w gównie i próby odcięcia kuponów od czegoś co się nie wydarzyło. Faktem jest że wybiegany wtedy kilometraż (około 1200 – 1300) wystarczył jako baza i mam nadzieje jeszcze korzystać z wypracowanej wtedy wytrzymałości.

Na ten czas przez najbliższe 11 tygodni nie wybieram się na żadną imprezę,, jasne może polecę jakiś zawody w lesie – pod Warszawką przez cała zimę są takie co tydzień, często w sobotę i niedzielę. Może polecę też Bieg Chomiczówki, ale to już mniej pewne. Ale sobie trochę potrenuję. Nie aż tak jak w zeszłym roku, kiedy na początku z założenia klepałem samą objętość po 12 – 14 godzin tygodniowo. Teraz będzie w tym ciut finezji.

Piszę to także w nadziei że pewna dojrzała zawodniczka załapie wreszcie o co chodzi w treningu.

Korzystam z kilku rodzajów bodźców:

  1. Długie wybieganie – treningi w założeniu maja powiększyć wytrzymałość tlenową, przyzwyczaić organizm do pracy w niewielkiej intensywności. Także pomagają  w produkcji mitochondriów. Ale staram się nie szarpać w ich trakcie mięśni – biegam prawie wyłącznie po drogach i ścieżkach. Przy czym słowo droga nie oznacza tu asfaltu. Długie wybiegania zaczynam w tym roku od 120 i 90 minut. I będzie mi ono rosło. Tętno treningu 130 - 135
  2. Trening interwałowy o dużej intensywności, przy niepełnym wypoczynku – te znaczy odcinki 70 s przy 20 s przerwy, 4 minuty i 1 minuta przerwy, czasem 9 minut 1 minuta przerwy. W treningu 70 / 20 dawkuję serie – 2 razy 6 odcinków, 2 razy 10 z czasem 3 razy 10. Intensywność taka że po ostatnim odcinku tętno powinno wynosić w granicach 180. Teraz mniej bo organizm nie gotów.
    Tutaj rzecz cała służy przyzwyczajeniu organizmu do pracy w długu tlenowym, zwiększa siłę mięśni i podbija niejako działanie układu nerwowego. Spora część treningu w terenie – łąka, las ale nie po ścieżkach.
  3.  Trening interwałowy z dłuższym wypoczynkiem. Od bidy 30 s z przerwą 30 s, ale także 2 minuty na 1 minutę i 3 minuty na 2 minuty. Tempo odcinków wyższe, więcej z tego wytrzymałości specjalnej i silniejszy bodziec dla mięśni.
  4. Teraz tego jeszcze nie robie – krótkie odcinki z graniczna intensywnością (10 s przerwa 50 s). Pobudza układ nerwowy, podnosi tonus mięśni.
  5. Rozbiegano z tętnem 125 – 130 i mała objętością. To coś co wzmacnia regenerację.

 

Dwa wybiegania (teraz środa i niedziela). Trzy intensywne treningi (wtorek, piątek i sobota) no i dwa dni swobodnego tuptania. Z czasem poprzeplatam bo mam poczucie że intensywny trening po długim wybieganiu jest silniejszym bodźcem dla organizmu.

 

A teraz to ja czekam kiedy dzień zacznie się robić dłuższy, żebym mógł tupać w lesie i na łąkach, zamiast tych beznadziejnych, oświetlonych ulic.

A jutro będę się mądrzył w kawie i herbacie przed siódmą, na tematy na których też się nie znam.

21:57, wojtek_wanat
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 grudnia 2011
Plan

Rzuciłem okiem na przyszłoroczny kalendarz. I co prawda nie znam regulaminu (to znaczy nie wiem ile imprez się liczy) ale zacząłem się powoli przymierzać gdzie bym chciał pojechać (jeśli mi żona pozwoli).

Początek jest łatwy – Skorpion i RDS, byłem, podobało mi się. Dwie imprezy o zupełnie innym charakterze wspólne w nich jest to że czuje się w nich dużo serca (i brak kobiecej ręki). Ełcka zmarzlinę odpuszczam – za słaby jestem i muszę mieć trochę czasu na wytupanie swojego na treningach. Po drodze jest Wędrowiec – sporo dobrego słyszałem, może po drodze wpadnę do rodziny.

Tułacza odpuszczam, jakoś mnie nie ciągnie, Rudawska Wyrypa jest za blisko DyMna. Wybieram DyMnO, bo mam sentyment do tej imprezy, pamiętam pierwsze edycje, zanim jeszcze pojawiły się te wszystkie Harpagany i inne takie. Później Złoto dla Zuchwałych. W zeszłym roku byłem na ich innej imprezie i jakkolwiek nie był to szczyt nawigacyjnej finezji wszystko stało tam gdzie trzeba. Nie było szukania górek, których nie było na mapie czy skrzyżowań nieistniejących przecinek.

Oriento i Tułacz nie wchodzą w grę. Grassora raczej odpuszczę, bo muszę wybierać – albo Grassom, albo Azymut Orient. Na Azymut mam bliżej, sprawa jest jasna. W lecie Szaga i Nawigator, który jest ciągle nie wiem czemu taki cienki. Szkoda by mi było gdyby go nie było. Izerska Wyrypa tak – jeśli teściowa akurat będzie we Wrocławiu. Później może Wyzwanie i z całą pewnością Trudy – w przyszłym roku nie jest w terminie Maratonu Warszawskiego, warto skorzystać. Później jeszcze Funex, mam nadzieję że tym razem bez porannej masakry. Wychodzi około dziesięciu, około dziesięciu bo raczej nie uda mi się całego planu zrealizować.

Kiełkuje mi też pomysł prowadzenie takiego prywatnego rankingu, a może rankingów. Zawodników, na zasadzie zdobywania punktów za zajęte miejsca. I może też rankingu imprez. Widziałem taki ranking turystycznych marszów na orientację. Niewiele z tego zrozumiałem, ale wygląda interesująco.

I taka ciekawoska



21:36, wojtek_wanat
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 listopada 2011
FUNEX

Pojezierze Brodnickie to piękne miejsce a impreza pod nazwą Funex Orient zostawiła niezapomniane wspomnienia. I było trochę tak jak się spodziewałem – znajomi z sieci okazali się podobnie interesujący w rzeczywistości, trasa ciekawa i ciężka a moja żona uparta i pyskata. A ja słaby, jak to się mówiło onegdaj cienki ja ch..  komara. Ale po kolei.

Do Brodnicy wybraliśmy się po raz pierwszy naszym nowym samochodem. Żeby było jasne, taki całkiem nowy to on nie jest. Cena to około jednej trzeciej ceny roweru średniej klasy rajdowca. Ale dla nas przeżycie niepowtarzalne. No i zabraliśmy ze sobą ciocię Martynę. Nikt tak nie potrafi zająć się naszym robactwem jak ona.

W Biurze wszystko sprawnie, sympatyczne ciepło. Rozkładamy się i szykujemy do kolacji. Kiedy wraca z miasta Ula W. widzi że rozłożyliśmy się opodal, bierze śpiwór, bety i wędruje w inny kąt sali, sprawdza jeszcze odległość, ale ta wydaje jej się satysfakcjonująca, czas pokaże  że nie doceniła pewnych faktów.
Dzieciaki zasypiają przed dziesiątą, my padamy razem z nimi. W nocy trochę się kotłują, ale polega to tylko na przytulaniu się to do mnie to do Kasi. Nocą koncertuje za to uroczy pies, śpiący (a raczej wyjący) opodal Uli, ale o tym dowiaduję się na trasie.

Start, a właściwie odbywające się przy jego okazji zamieszki wywołały u mnie serię wspomnień.

- Jest rok bodaj 1990, usiłuję kupić bilety z Iwano-Frankowska do Polski, nie wiedziałem, że jest to punkt przesiadkowy licznych mieszkańców słonecznej Rumunii wędrujących za lepszym życiem do Polski. Przed kasą zobaczyłem tłum Rumunów pchających się bez opamiętania i składu. Nad nimi stał ukraiński milicjant w czapce typu patelnia i z beznamiętna miną rytmicznie okładał najbliższych drewniana pałką.

- Jest rok bodaj 1992, kapitalizm pokazał wiele różnych twarzy, niektórzy na przykład wpadli na pomysł zarabiania na organizowaniu zawodów na orientację, jestem na jednej z takich imprez. W okolicach trzeciego czy czwartego punktu spotykam Przemysława M. znanego narwańca. Szukamy punktu, ale nic nie widać, spogląda na mnie i rzuca
- Ciekawe ile trzeba by mu zapłacić żeby nie robił już żadnych imprez. Rusza, ja też ale wolniej.
Spotykamy się w okolicach półmetka. Kilka kółek wystarcza żeby wyczesać źle postawiony punkt, Przemek rzuca
- Nie lubię jak ktoś mnie w chuja robi za moje własne pieniądze. Ruszamy i rozstajemy się po chwili.
Kiedy widzę go pod koniec trasy słyszę
- Jak dobiegnę do mety to tak mu dopierdolę.

Kiedy ruszaliśmy na trasą byłam przekonany że zaliczymy po 105 minut karnych, może po 45, ale uczestniczenie w czymś co wyglądało na selekcje do drużyny rugby jakoś mnie odpychało. Mieszają się we mnie dwa uczucia – wkurzenie i beznadziejnej porażki, kiedy jeszcze na pierwszym punkcie (nr 8) mija mnie kilka wycieczek – szukam go za daleko jestem ugotowany. Na kolejnym miotamy się jak para debili, trochę się kłócimy i już się robi dobrze. Po drodze widzę stado dzików i robię dwa niepotrzebne kółka. Na trójkę wchodzimy sprawnie, mijamy kilka wycieczek, między innymi Stasia Kaczmarka i Faceta z Niewyspanym Psem, pokazujemy Kulawemu którędy droga i dajemy dalej. Na scorelauf wchodzimy sprawnie, wychodząc zaczynamy cierpieć. Jeszcze tylko siódemka, dwunastka i może odpuścić sobie szóstkę, jeśli kara to godzina. Ale okazuje się że nie, nie ma kary, najpierw klasyfikuje się tych co maja wszystko. Trudno będziemy się męczyć. Na dwunastce moczymy nogi, solidarnie wytrzepujemy błoto i kamienie z butów i toczymy się dalej. A dalej przez cielęcinę do sracza.

W Cielątkach (miejscowość taka) wchodzimy do sklepu. Jakaś pani kupuje kiszoną kapustę. W efekcie ekspedientka, taka co żywcem przeniesiona z GS z późnego Gierka dwa czy trzy razy znika na zapleczu. W końcu dostajemy – dwie ciociaciokle i batoniki lecimy. Po kilkunastu minutach kalorie zaczynają krążyć w naszym krwiobiegu i wracamy do świata  żywych. Kasia pokazuje gdzie jesteśmy i ruga mnie, że nie uważam. Znajdujemy sławojkę, jest super, nawet papier jest. Wracamy na drogę i kiedy zastanawiam się gdzie też może być Kulawy, ten wypada pędem na drogę i pyta gdzie jesteśmy. Pokazujemy i ruszamy. Toczymy się to pod wiatr, to znowu pod górę, byle do Brodnicy. A tam w ogromnym pędzie. Bo przecież za plecami Kulawy, a to nie przelewki. Wpadamy do szkoły. Cioci Martyny brak, dzieci takoż. Zbieramy się do mycia, gadamy z Kulawym (wpadł chwile po nasz), wracają kolejni. Facet z Niewyspanym Psem, Tomek Banach (poznaliśmy się koło śmietnika, na Półmaratonie Warszawskim), z czasem sala się zapełnia. Szkoda nam Sabinki, jej czołówka rozpadła się i musiała zejść z trasy, szkoda nam i Maćka W. że tak minimalnie umoczył, choć przegrać z Michałem to przecież żaden wstyd. Rajdowcy jacyś wkurzeni, wyglądają jakby mieli ochotę w kogoś rzucić, choćby piłeczką.

Jak by tu powiedzieć. Tomkowi Pryjmie udałoby się zrobić bardzo dobrą imprezę, gdyby nie starał się żeby była to najlepsza impreza na świecie. Wiem że to zabrzmi dziwnie, ale chyba za bardzo się starał. Część podstawowa – trasa, mapy, biuro, socjal były (może poza kiblami) powyżej średniej krajowej, grubo powyżej. Pomysł z punktem w sławojce to dla mnie taka perełka. Ale te swoiste pomysły, jak choćby poranne zamieszki, zepsuły wrażenie. Wkurzyły mnie do granic możliwości i gdyby ich autor wpadł mi wtedy w ręce to chyba byłoby niemiło, bo mam przewagą masy i większy zasięg ramion. Nie zmienia to faktu że w przyszłym roku nie ominę kolejnej edycji, bo generalnie było super.



22:35, wojtek_wanat
Link Komentarze (5) »